Ryk silników, zapach spalin. Tak wygląda najpiękniejszy wyścig świata
"1000 Miglia to najpiękniejszy wyścig świata". Tak mówił o tym wydarzeniu Enzo Ferrari. Od lat nie jest to rywalizacja na czas i osiągi. To walka o to, żeby przetrwać, bowiem przez rozgrzane od słońca ulice włoskich miast przejeżdżają prawdziwe staruszki, a taryfy ulgowej nie ma. Sprawdziliśmy, jak poradziły sobie na rzymskiej via Veneto.
- Gdyby porównać historię motorsportu do ewolucji życia na Ziemi, pierwotne Mille Miglia byłoby gdzieś na etapie dinozaurów. Takie wyścigi "drogowe" - wielkie i wspaniałe - nie miałyby dziś prawa istnieć - mówi o2.pl Michał Adamiuk, dziennikarz Radia ZET i komentator Motowizji.
- Wyobraź sobie skrzyżowanie dzisiejszych wyścigów torowych i rajdów – w zawodach takich jak Mille Miglia ścigano się bowiem po normalnych drogach, tymczasowo zamkniętych dla ruchu publicznego.
I tak jest to dzisiaj... częściowo, bo nikt się nie ściga, a z gracją przepuszcza innych uczestników z godnością 69-latka - najmłodszego dopuszczonego do startu auta. Zauważyliśmy, że zamknięta jest jedynie część ulicy. Zaraz za sceną, na której przedstawiane jest każde auto wyłączenie drogi z normalnego ruchu kończy się.
Zapytany o to, co dalej Włoch obsługujący wydarzenie z rozbawieniem odpowiedział - A potem? A potem robią co chcą w całym mieście. Są wolni.
I tak kilkaset "wolnych" zabytkowych aut zalewa rzymskie stare miasto wzbudzając radość przechodniów.
Gdy auta gnały w Mille Miglia o F1 nikt jeszcze nie słyszał
Takie długodystansowe imprezy niosły prestiż nie mniejszy niż Formuła 1 (która zresztą powstała prawie ćwierć wieku po pierwszej edycji Mille). Zwycięstwa okrywały sławą kierowców i konstruktorów. To w Mille Miglia wykuwał się mit Alfy Romeo, a potem Ferrari.
- O znaczeniu takich imprez, niech świadczy ich wpływ na dzieje motoryzacji. Wiedziałaś, że przydomek Porsche "Carrera" - pyta Michał Adamiuk - wziął się od jednego z takich wyścigów, Carrera Panamericana w Meksyku? A jedna z wersji bez dachu – "Targa" - od sycylijskiego Targa Florio.
Tragedia zakończyła rywalizację. Ale nie zabiła ducha motorsportu
W wyścigach "drogowych" rodziły się potęgi i ginęły legendy. Najwspanialsze maszyny tamtych czasów pędziły przez góry, wsie i miasteczka. A najważniejszym elementem bezpieczeństwa był kask "orzeszek" i gogle.
- To właśnie bezpieczeństwo było gwoździem do trumny tego typu wyścigów - wyjaśnia Michał Adamiuk - Dla Mille Miglia był to 1957 r. W wypadku zginął kierowca jednego z Ferrari 335 S markiz Alfonso de Portago, jego nawigator oraz dziewięcioro widzów. Po tym dramacie, Enzo Ferrari został oskarżony i był odsądzany od czci i wiary nawet przez Watykan. W kraju, w którym wyścigi są niemal religią, uznano, że Mille Miglia jest zbyt niebezpieczne. W dotychczasowej formie nie odbył się już nigdy więcej.
Zmieniło się wszystko, poza autami z wyrytą na blachach historią
Mille Miglia wróciła 20 lat po ostatniej edycji, ale już w formule historycznej – jako rajd na regularność. Już nie chodzi o to by jechać najszybciej, tylko być jak najbliżej czasu przejazdu wyznaczonego przez organizatorów.
Nie wszystkie silniki radzą sobie z wiekiem i upałem - spod masek nierzadko ucieka dym. Nie wszystkie maszyny chcą współpracować. Czasem trzeba je popchnąć, co zdarzyło się i tym razem. Nie jest to jednak porażka, a wjazd na czerwony dywan w akompaniamencie wiwatów i oklasków.
To już bardziej wydarzenie towarzyskie, niż czysto sportowe - zauważa Michał Adamiuk. - Ale nadal okazja do spotkania wyjątkowych aut i wielkich postaci motorsportu. Jednym z ciekawszych w tym roku była Toyota 2000GT, którą wystartował Jari-Matti-Latvala – szef fabrycznego teamu Toyoty w WRC, a kiedyś czołowy kierowca rajdowych mistrzostw świata. Przepiękne białe coupe było "japońskim Ferrari" lat `60. I przy okazji samochodem Jamesa Bonda. Specjalnie na potrzeby filmu "Żyje się tylko dwa razy".
Toyota przygotowała 2 egzemplarze 2000GT cabrio, a mierzący 1,88 m Sean Connery podobno tylko nieznacznie wystawał głową ponad linię przedniej szyby. Nawet dla ostatniego 007, Daniela Craiga, jest to ulubiony samochód Bonda ze wszystkich którymi jeździł agent.
Lata mijają, a motoryzacyjne staruszki dowożą swoich kierowców... na sam szczyt entuzjazmu i pasji. Przed nimi 12 miesięcy dopieszczania silników, by za rok znów zawyć na krętych uliczkach podczas setnej rocznicy "najpiękniejszego wyścigu świata".