Sezon wakacyjny w pełni, a wraz z nim w mediach społecznościowych jak grzyby po deszczu pojawiają się zdjęcia rachunków z nadmorskich kurortów. Pan Paweł, spędzający czas w Hiszpanii podzielił się w sieci wpisem dotyczącym cen w Barcelonie.
Pojęcie "paragonu grozy" wykorzystał jednak z wyraźnym przymrużeniem oka.
Obiad ze świeżą rybą i owocami morza za 66 zł od osoby
Zdjęcie rachunku pochodzi z restauracji w miejscowości Rubí na przedmieściach Barcelony. Zamówienie obejmowało dwa zestawy tzw. menu dnia.
WIDEOWydaliśmy 253 zł na drożdżówki. Czy to już przesada?
Za kwotę 31 euro za dwie osoby (czyli 15,50 euro na głowę, co daje ok. 66 zł za osobę) goście otrzymali pełnowartościowy, wielodaniowy posiłek:
- Starter i napoje: piwo, świeże pieczywo oraz mule (małże)
- Danie główne: tradycyjne zapiekane cannelloni z kurczakiem w sosie truflowym oraz pieczony okoń morski serwowany z czosnkiem, oliwą z oliwek i ziemniakami
- Deser: brownie czekoladowe
Paragon grozy. 31 euro za dwie osoby (menu dnia). Po ok. 66 zł za osobę: piwo i mule jako starter, 'naleśnik' nadziany kurczakiem w sosie truflowym, okoń morski zapiekany z czosnkiem i oliwą z oliwek, brownie na deser. U nas nad morzem jest na pewno taniej – napisał autor wpisu, wymownie odnosząc się do cen w polskich kurortach.
Porównanie cen z polskim wybrzeżem nasuwa się samo. Nad Bałtykiem za samą porcję smażonej ryby z frytkami i surówką w nadmorskiej smażalni często trzeba zapłacić od 50 do nawet 80 zł od osoby – i to bez przystawki, piwa czy deseru w cenie.
Przykład z Katalonii pokazuje, że szukając lokali z dala od ścisłych turystycznych deptaków, w Południowej Europie wciąż można zjeść smaczny, świeży i bogaty obiad w cenie niższej niż w niejednym polskim kurorcie.