Tanie okulary przeciwsłoneczne z bazaru oraz z internetowych platform namawiają niską ceną i modnym, ciekawym kształtem. Ciemna szybka daje poczucie osłony, jednak bez filtra UV szkodzi oczom bardziej niż ich brak na nosie. Warto poznać mechanizm rozszerzania źrenicy, moc oznaczeń UV400 oraz CE, ukryte zagrożenia dla wzroku i proste sposoby weryfikacji, zanim kolejna para będzie nietrafiona.
Oko oszukane ciemną szybką
Źrenica, czyli czarny okrąg pośrodku oka, kurczy się przy mocnym słońcu do około 2-3 milimetrów i przepuszcza mniej promieni. W półmroku rozszerza się nawet do 7 milimetrów, aby wpuścić więcej światła. Problem polega na tym, że reaguje ona tylko na światło widzialne, a ultrafiolet dla niej nie istnieje. Ciemna szybka bez filtra przygasza obraz, więc oko odbiera to jak zmierzch i otwiera szeroko źrenicę. W tej chwili do wnętrza wpada więcej niewidzialnego promieniowania niż ma to miejsce przy odsłoniętych oczach mrużonych w pełnym słońcu. Powstaje wtedy otwarta furtka dla ultrafioletu. Właśnie dlatego kolorowe szkło bez ochrony obciąża siatkówkę bardziej niż spacer bez okularów.
UVA i UVB
Do powierzchni Ziemi docierają dwa rodzaje ultrafioletu. UVB o długości fali od 280 do 315 nanometrów wnosi więcej energii, lecz zatrzymuje się głównie na rogówce oraz soczewce, czyli na przezroczystych warstwach z przodu oka. UVA ma długość fali od 315 do 400 nanometrów i mniejszą energię, za to przenika w głąb i dosięga wnętrza gałki ocznej. W słonecznym świetle około 95 procent ultrafioletu to właśnie UVA. Rogówka oraz soczewka działają jak wbudowany filtr i pochłaniają większość tych promieni, zanim dotrą do siatkówki i zaczną robić szkody. U dzieci soczewka jest jaśniejsza, więc przepuszcza niestety więcej UVA do wnętrza oka. Dawka rośnie też nad wodą, na śniegu oraz na piasku, ponieważ te powierzchnie odbijają promienie prosto w twarz.
Ściemnienie to nie to samo co ochrona
Barwa oraz zaciemnienie szkła to jedno, a ochrona przed ultrafioletem to zupełnie coś innego. Norma dzieli okulary przeciwsłoneczne na kategorie od 0 do 4. Ta liczba pokazuje jedynie to, jak dużo światła widzialnego przepuszczają szkła. Kategoria 0 przyciemnia minimalnie i puszcza od 80 do 100 procent światła, a kategoria 3 przepuszcza od 8 do 18 procent i pasuje do jazdy autem w pełnym słońcu. Kategoria 4 puszcza zaledwie od 3 do 8 procent i za kierownicą jest niebezpieczna. Te liczby nie mówią nic o ultrafiolecie. Prawdziwą tarczę daje osobne oznaczenie UV400, czyli filtr blokujący ponad 99 procent promieni do 400 nanometrów. Powstaje on ze specjalnej powłoki lub domieszki w materiale, więc jasne szkło z UV400 chroni oczy lepiej niż czarne szkło bez tego opisu.
Znak CE oraz jego granice
Znak CE na zausznikach potwierdza zgodność okularów z europejską normą EN ISO 12312-1. W Unii ten symbol jest obowiązkowy dla okularów przeciwsłonecznych i obejmuje testy filtra UV, jakości optycznej oraz wytrzymałości oprawy. Ma jednak swoje granice. Sam znak CE gwarantuje ochronę na podstawowym poziomie, a pełne pokrycie promieni aż do 400 nanometrów potwierdza dopiero osobny opis UV400. Niestety zdarzają się też podróbki. Tani towar z niepewnego źródła ma nadrukowane CE i UV400 bez żadnych badań, więc symbol sam w sobie niczego nie dowodzi.
Zaćma, AMD oraz skrzydlik
Nadmiar ultrafioletu zbiera się w oku przez całe życie i przyczynia się do wielu chorób. Fotokeratoza, czyli oparzenie rogówki nazywane śnieżną ślepotą, boli jak piasek pod powieką, lecz mija po kilku dniach. Groźniejsza jest zaćma, w której białka soczewki sklejają się i mętnieją, a obraz robi się szarawy. To główna przyczyna ślepoty na świecie, a według WHO nawet do 10 procent takich przypadków wynika właśnie z promieni słonecznych. Trwałe szkody powstają też w plamce żółtej, czyli w centrum ostrego widzenia. Jej zwyrodnienie, znane pod skrótem AMD, odbiera wzrok w środku pola widzenia u starszych osób. Do tego dochodzi skrzydlik, czyli mięsista narośl pełznąca od kącika po rogówkę, bardzo znana u rolników oraz żeglarzy.
Test na prawdziwe UV400
Prawdziwej ochrony nie da się ocenić na oko, dlatego potrzebne są do tego konkretne metody. Jeśli jesteśmy w autoryzowanym sklepie, to pierwszą najważniejszą rzeczą jest opis na szkle oraz metce, na którym powinien widnieć zapis UV400 lub 100 procent ochrony UV. Sam kolor ani cena o niczym nie świadczą. Najpewniejszy wynik daje pomiar u optyka, który przykłada okulary do fotometru i w około 30 sekund odczytuje, ile ultrafioletu przechodzi przez szkło. Sprzęt radzi sobie też ze starymi egzemplarzami, więc można iść do niego sprawdzić swoje okulary. W domu pomaga latarka UV oraz banknot. Na papierze świecą ukryte znaki, a gdy szkło okularów trafi między latarkę a banknot i blask przygaśnie to znaczy, że, filtr działa. Domowa próba daje tylko orientacyjny wynik, dlatego przy droższym zakupie lepiej zaufać pomiarowi u specjalisty.
Bazarowi okularnicy
Stragan rządzi się swoimi prawami, również w kwestii okularów, tym bardziej za granicą w wakacyjnych miejscach. Słowo polaryzacja jest warte uwagi, ponieważ jest to filtr tnący odblaski od wody oraz szyb. Sama w sobie nie chroni przed ultrafioletem, więc poza nią i tak musi widnieć UV400. Druga rzecz, na którą trzeba zwrócić uwagę to dopasowanie okularów do owalu twarzy, bo szpary między oprawą a twarzą, przez które promienie wpadają z boku oraz od góry, są niebezpieczne. Najlepiej chronią okulary, które zachodzą na boki twarzy, bo zasłaniają oczy nie tylko od przodu, lecz także po bokach. Trzecia sprawa dotyczy rys. Głębokie zadrapania rozpraszają światło i ostrość, więc męczą wzrok, dlatego porysowane szkła lepiej wymienić. Tanie oprawki często krzywią obraz oraz wywołują bóle głowy. Dzieci potrzebują takiej samej certyfikowanej ochrony, ponieważ spędzają na słońcu znacznie więcej czasu.
Cena nie przesądza o bezpieczeństwie oczu, a ciemna szybka bez filtra szkodzi mocniej niż jej brak. Jedyną wiarygodną informacją jest oznaczenie UV400 poparte znakiem CE oraz deklaracją producenta. Przed zakupem warto przejrzeć opis szkła, a przy droższych modelach zajrzeć do optyka. Kilka minut kontroli chroni wzrok, więc warto poświęcić na to czas.