Tragedia na Antarktydzie. Nie żyje 150 tysięcy pingwinów

Niemal cała kolonia pingwinów białookich zginęła po tym, jak potężna góra lodowa osiadła na mieliźnie w Zatoce Commonwealthu na Antarktydzie. Unieruchomiona lodowa wyspa zablokowała dostęp do morza. Pingwiny zostały zmuszone do podróży w poszukiwaniu pokarmu, jednak dystans był ponad ich siły.

Obraz
Źródło zdjęć: © Flickr/Chadica

W 2010 r. góra lodowa oznaczona jako B09B osiadła na mieliźnie w pobliżu Przylądka Denisona, gdzie gniazdowały pingwiny. B09B pływała po oceanie przez 20 lat. Jest olbrzymia. Jej powierzchnia jest porównywalna do powierzchni Luksemburga – pisze grindtv.com.

Obraz
© Flickr/nomis-simon

Olbrzymia lodowa wyspa zablokowała pingwinom łatwy dostęp do morza zasobnego w pokarm. Odległość do żerowiska wzrosła z około 8 do 120 kilometrów.

Pingwiny nie migrują. Wracają do miejsca, w którym się wykluły, do swojego partnera - tłumaczy profesor Chris Turney z australijskiego Uniwersytetu Nowej Południowej Walii. Populacja w kolonii wynosiła 160 tys. Dziś zostało już tylko 10 tys. zwierząt.

- Utknęły tam i tam umierają – mówi Chris Turney.

Pingwiny, które ocalały, walczą o przetrwanie. Z największym trudem zdobywają pokarm dla siebie, nie będą w stanie wykarmić kolejnego pokolenia.

- Widzieliśmy dużo martwych ptaków. To bardzo bolesny widok – opowiada Turney.

Taka historia może się powtórzyć. Wskutek ocieplenia klimatu coraz więcej gór lodowych odrywa się od lądu i dryfuje. Część z znich może utknąć na mieliźnie podobnie jak B09B.

Zobacz opustoszały Przylądek Denisona

Wybrane dla Ciebie