12-letnia Nikola krzyczała o pomoc. Broniła swojego psa

12-letnia Nikola wyprowadzała suczkę Dusię, gdy zza bloku wybiegł duży pies sąsiada, który rzucił się na czworonoga. Na ratunek ruszyły mama i babcia dziewczynki. - Sąsiedzi wyszli do okien, ale nikt nie przyszedł nam z pomocą - powiedziała "Faktowi" 12-latka. Sprawą zajęła się policja.

Atak psa w Warszawie. 12-latce pomogły mama i babciaAtak psa w Warszawie. 12-latce pomogły mama i babcia; ZDJ. POGLĄDOWE
Źródło zdjęć: © Getty Images | Peter M. Fischer
Aneta Polak

Do ataku doszło 3 lipca na jednym z warszawskich osiedli. 12-letnia Nikola opisuje, że wyszła z Dusią niedaleko bloku. Nagle zza budynku wybiegł agresywny pies, który rzucił się na suczkę.

Dusia próbowała się bronić, ale - jak relacjonuje "Fakt" - pies złapał ją zębami i szarpał we wszystkie strony. Przerażona 12-latka krzyczała o pomoc.

Sąsiedzi wyszli do okien, ale nikt nie przyszedł nam z pomocą - mówi "Faktowi" Nikola.

Na szczęście krzyk usłyszała też mama dziewczynki, pani Weronika, która wybiegła przed blok.

Nie wiedziałam, co się dzieje. Zobaczyłam, że pies sąsiada szarpie naszą Dusię. Nie zastanawiając się ani chwili, próbowałam ich rozdzielić. Nie myślałam wtedy, co się ze mną stanie. Liczyło się tylko uratowanie mojego psa. Tamten agresor nie chciał w ogóle odpuścić, tylko szarpał z całej siły. On chciał ją po prostu zagryźć - relacjonuje pani Weronika w rozmowie z "Faktem".

Z pomocą ruszyła również pani Wiesława, babcia Nikoli. Najpierw próbowała rozewrzeć pysk agresywnego zwierzęcia metalowym prętem, a gdy to nie pomogło, chwyciła psa za tylne łapy. W końcu odpuścił. - Do dziś nie wiem, skąd miałam tyle siły - wspomina starsza kobieta.

Atak agresywnego psa w Warszawie

Podczas zdarzenia ucierpiała nie tylko Dusia, ale także pani Weronika.

Po tej sytuacji ledwie się ruszam. Mam pogryzione ręce i uraz kręgosłupa. Ostatnio przez ból nie mogłam nawet wstać z łóżka - mówi rozmówczyni dziennika.

Z jej relacji wynika, że agresywny pies miał już wcześniej biegać po osiedlu bez opieki, a do ataku doszło kolejny raz.

Właściciele w ogóle nie panują nad tym psem i nie poczuwają się do żadnej odpowiedzialności. Po ostatnim zdarzeniu nawet nie skontaktowali się z nami, żeby wyjaśnić tę sprawę do końca. Zachowują się tak, jakby nic się nie stało - twierdzi pani Weronika.

Kobieta zgłosiła sprawę na policję; zabezpieczono dokumentację, a świadkowie mają zostać przesłuchani. Reporter "Faktu" próbował porozmawiać z właścicielami psa, ale nikt nie otworzył mu drzwi.

Wybrane dla Ciebie