Sprawdzamy pogodę dla Ciebie...
Wróć na
Jakub Stasiak
Jakub Stasiak
|

MEN: nauczanie zdalne działa w 90 proc. szkół. Jak jest w rzeczywistości?

9
Podziel się:

Zdaniem resortu edukacji nauczanie zdalne funkcjonuje poprawnie już w 90 proc. szkół. Nauczyciele nie pozostawiają jednak złudzeń. Ich zdaniem sytuacja pozostawia wiele do życzenia, głównie z powodu udostępnionych przez MEN pomocy naukowych do e-learningu.

MEN: nauczanie zdalne działa w 90 proc. szkół. Jak jest w rzeczywistości?
MEN: nauczanie zdalne działa w 90 proc. szkół. Jak jest w rzeczywistości? (123RF)

MEN: nauczanie zdalne działa w 90 proc. szkół. Jak jest w rzeczywistości?

Przypomnijmy, że w związku z sytuacją epidemiologiczną na terenie kraju zajęcia w szkołach zostały odwołane przynajmniej do Wielkanocy. Komentatorzy są jednak zgodni co do tego, że termin ten może zostać wydłużony, czego nie wykluczają same władze resortu. Sposobem na poradzenie sobie z kryzysową sytuacją miało być nauczanie zdalne. W praktyce tzw. e-learning przyprawia belfrów o zawrót głowy, a z problemami borykają się również ich podopieczni.

Zobacz także: Oglądaj: Epidemia koronawirusa w Polsce. Szkoły zawieszone do Wielkanocy. Mateusz Morawiecki o decyzji

Wdrożone rozporządzenie dot. nauczania zdalnego określa, że to dyrektor jest odpowiedzialny za zapewnienia uczniom odpowiednich warunków do uczenia się zdalnie. Co jednak w sytuacji, gdy zawodzi technika? Już pierwszego dnia od wprowadzenia przepisów (środa 25 marca - red.) doprecyzowujących zagadnienie e-learningu dla szkół w całym kraju nastąpiła wielka awaria systemów obsługujących elektroniczne dzienniki (m.in. Librus i Vulcan). Nauczyciele ani uczniowie nie byli wówczas w stanie przesłać ani zrobić żadnych zadań.

MEN: nauczanie zdalne działa w 90 proc. szkół. Jak jest w rzeczywistości?

Obecnie trwają prace nad zwiększeniem przepustowości łącza m.in. e- dzienników. Zabieg ma na celu wykluczenie potencjalnych awarii w kolejnych tygodniach nauki. Mimo to nadal pojawiają się liczne głosy wśród samych nauczycieli, że poszczególne platformy do nauczania zdalnego (w szczególności Librus i Vulcan) nie wytrzymują wzmożonej aktywności na ich serwerach.

Jeszcze przed wprowadzeniem rozporządzenia MEN informował, że blisko 90 proc. szkół jest gotowych do prowadzenia zajęć o charakterze zdalnym. Praktyka obnaża jednak problemy, których rozwiązanie jest szczególnie trudne, gdy zmiany wdraża się tak ekspresowym tempie. Ostatecznie jednak odpowiedzialność za nauczanie zdalne (i problemy z nim związane - red.) spada na dyrektorów oraz nauczycieli, którzy sami stają się ofiarami problemów natury technicznej.

Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl.

Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
o2pl
KOMENTARZE
(9)
aaa
3 lata temu
Szkoła córki chyba faktycznie jest w innej sytuacji. Poczatki były trudne natomiast teraz organizacja jest świetna. Kazdy uczeń ma założone konto na goole, uzywają classrooma (darmoe narzędzie goola), tam są wszystkie materiały, które przygotowują nauczyciele . Ma plan lekcji, codziennie od 9-13.45 ma zajęcia. Kazda lekcja jest albo z użyciem Video albo czatu, nie ma masy materiałów wysyłanych do pracy własnej lub z rodzicami.jeśli są jakies zadania domowe- to jest tydzień na ich wykonanie. I musze przyznać, że to działa całkiem niezle, jest plan dnia, dziecko ma zajętą głowę, a i nauka idzie do przodu. Córka jest w 7 klasie.
Jolka
3 lata temu
Nie jest najgorzej. Starsza córka 7 klasa jakoś ogarnia a syn w 1 klasie na szczęście ma niedużo. Na początku u córki była masakra bo poglupialo towarzystwo z ilością zadań, np 25 zadań z matmy.. Chore. Ale teraz się już nauczyciele uspokoili. Wiadomo z nowym materiałem jest trochę ciężko bo nieraz i my musimy sobie co nieco przypomnieć ale jakoś leci.
666
3 lata temu
Nie rozumiem ludzi/nauczycieli, którzy piszą że teraz rodzice się obudzili i nie potrafią zapanować nad dwójką , trójką swoich dzieci a oni mają całą klasę na lekcji. Tak mają tylko to jest ich zawód i praca. Ja mam swoją pracę i nikogo nią nie obarczam. Tak samo mógłby teraz powiedzieć lekarz , że będzie komuś pisał zdalnie jak ma się wyleczyć bo przecież chodził wcześniej do lekarza i wie jak leczenie wygląda. Takie tłumaczenie jest bez żadnego logicznego sensu. A jeżeli tak ma wyglądać nauka to ok ja mogę uczyć dzieci sama, zresztą często to robię bo ze względu na sport często musimy nadrabiać nieobecności w szkole i nauczyciele jak dla nie muszą się trudzić. Po to jest szkoła i nauczyciele aby uczyć i przekazywać wiedzę a teraz jedynie to wysyłają ćwiczenia, które trzeba zrobić. Biorąc pod uwagę to , że uczeń sam może przeczytać temat, przyswoić wiedzę i zrobić ćwiczenia to pytanie, po co w ogóle ma chodzić do szkoły? Angielskiego uczę córkę sama , pracujemy na zupełnie innych książkach niż te w szkole, żeby nie było. Nauczyciel nie potrafi przekazać nawet najmniejszej części wiedzy. I to jest ta ciężka praca ?
Zmęczony
3 lata temu
Działa wspaniale, nie przyzwoite słowa cisną sie na usta. Minister kultury nakazuje aby dzieci nie były obarczone mnogością materiału, co mówi dyrektor szkoły mało kto wie, bo to co pisze na librusie to jedno a to co nakazaje nauczycielom to chyba druga wersja.AMBITNY Nauczyciel płynie z prądem i daje tyle lekcji, że nie starcza doby aby się wyrobić bo dziecko 9 lat też musi odpoczywać. Do rzeczy : nauczyciel poświęca całej klasie 45 minut dziennie i to nie zawsze, a ja pomagam wytłumaczyć dziecku przerabiany program w 6 godzin chociaż nie jestem pedagogiem . Szkoła podstawowa to fundament do dalszej edukacji, za kilka lat nikt nie będzie pamiętał o epidemii, a dziecko z braków w edukacji może mieć problem na całe życie. Ministrze edukacji, dyrektorze szkoły spawdzajcie nauczycieli co oni robią naszym dzieciom ile lekcji zadają to jest chore. Jestem rodzicem dziecka w sp 2 klasa tyle lekcji moje dziecko w normalny dzień nie przerabiało bez epidemii, gdzie jest sens? Czy nauczyciele teraz dopiero wzięli się do pracy? A gdzie byli i co robili do marca? Teraz widac efekty -rodzic musi sobie radzić.
Adaś
3 lata temu
W szkole mojej córki nauczanie działa super a u syna dno i wodorosty. Obie szkoły działają na Librusie. Po prostu liczą się chęci.
Belfer
3 lata temu
A ja pracuję od 33 lat w wiejskiej szkole. Ciekawostka- w mojej szkole nie ma dziennika elektronicznego. I co wy na to? Jeszcze taki drobiazg, ktorego nawet fachowcy MEN nie rozumieją. Nauczanie zdalne zawiera w sobie jedną z metod- nauczanie online. Jeśli przesylam uczniom materiały do pracy mailem, to też uczę zdalnie. I tyle!
AG
3 lata temu
Jeśli MEN nauczaniem online nazywa tylko i wyłącznie przesyłanie poleceń i zadań za pośrednictwem e dziennika no to działa... Nawet w 100 % ehhhh szkoda energii
Monika
3 lata temu
Jestem nauczycielem od 21 lat. Praktyka szkolną jest teraz taka, że nauczanie zdalne online wykorzystuje może 5% nauczycieli, i to w dużych miastach, bo mają narzędzia. Pozostali nie mają takich możliwości. U mnie mogę stosować tylko laptop a w nim Librus i telefon, bo wielu uczniów ie ma internetu. To co mówi MEN, to FIKCJA, jedna wielka i OGROMNA:)
rety
3 lata temu
No i mamy państwo teoretyczne jeśli chodzi o nauczanie.
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić