Sam zbierasz, sam płacisz. Samozbiory wystartowały. "Biorą nawet po 70 kg"
Zamiast sięgać po gotowe opakowania owoców i warzyw w sklepie, nie brakuje chętnych, którzy sami wchodzą na plantację i zbierają owoce prosto z pola. – Przyjeżdżały już całe rodziny, żeby dzieciom pokazać, jak wygląda praca na polu, jak wygląda zbiór truskawki – mówi o2.pl pani Marianna, plantatotka z woj. łódzkiego.
Samozbiory polegają na tym, że klient sam zbiera owoce lub warzywa bezpośrednio na plantacji i płaci za zebrany plon. Dla rolników to sposób na ograniczenie kosztów zbiorów, a dla kupujących – możliwość zdobycia świeżych produktów i spędzenia czasu na świeżym powietrzu.
Zainteresowanie rośnie. Według badań Kantar aż 78 proc. Polaków deklaruje zainteresowanie samozbiorami warzyw i owoców – to więcej niż rok wcześniej. Największym zainteresowaniem cieszą się truskawki, maliny, jabłka i borówki.
Truskawki są, ale mniej niż zwykle. "Około 70 proc. plonu wymarzło"
Choć sezon ruszył, warunki pogodowe mocno dały się we znaki producentom. Pani Marianna w ogłoszeniu informowała klientów, że najlepszą formą zakupu są już zebrane owoce, ale osoby zainteresowane samozbiorem również mogą się umówić.
W rozmowie z o2.pl dodaje, że zainteresowanie jest porównywalne do poprzednich lat, choć część klientów liczy jeszcze na spadek cen.
Może w tym roku jest po prostu tego owocu troszkę mniej i jest trochę droższy. Ludzie chcą przeczekać, żeby staniał. Niektórzy przyjeżdżają i chcą kupić gotową truskawkę. Spróbować, zobaczyć jak wygląda, a nie chcą zbierać sami. Cena to 15 zł za kilogram, a jeżeli jest samozbiór, to wiadomo, te 3 zł taniej za zbieranie.
Każdy chce truskawki zerwane prosto z krzaka, ekologiczne. Przyjeżdżają z dziećmi i pokazują im, że owoce nie rosną na drzewie – śmieje się pani Marta z gospodarstwa na Mazowszu.
Niestety specyfika tego sezonu jest taka, że około 70 proc. plonu wymarzło. Mróz sięgał miejscami nawet ponad minus 10 stopni, co ma wpływ na jakość owoców, ich ilość i pewnie długość zbiorów truskawki – tłumaczy.
Jak podkreślają plantatorzy, tegoroczna wiosna oznaczała dodatkowe koszty i dużo więcej pracy.
Urodzaj jest mniejszy niż w poprzednich latach. Wiosna była bardzo mroźna, więc dużo truskawek po prostu zamarzło. Te późniejsze były przykrywane. My mieliśmy kwiaty pod włókniną. Naciągnęliśmy na te duże mrozy po dwie włókniny, więc nakład był wyższy. Pracy dużo więcej, a jednak część uprawy truskawki i tak zmarzła – mówi o2.pl pani Marianna.
Nie tylko truskawki. Ruszyły też samozbiory jagody kamczackiej
Na samozbiory zapraszają także plantatorzy innych owoców. W Aleksandrowie można już samodzielnie zbierać jagodę kamczacką.
Na ten moment nie było dużo osób, ale już od lat tutaj przyjeżdżają do mnie i wiedzą, że smaczna odmiana będzie dopiero za kilka dni, czekają na nią. Nazywa się Aurora. Dzisiaj jest inna odmiana, wczesna. Trochę mniej smaczna, ale też dobra. Jednak ludzie czekają na tamtą. Naprawdę dużo ludzi czeka. Cała sztuka w jagodzie kamczackiej to jest to, żeby była dobrze dojrzała na krzaku – wyjaśnia w rozmowie z o2.pl pan Karol.
Plantator zdecydował się także zmienić cennik.
W ogłoszeniu była napisana cena 8 złotych i to była cena sondażowa. Generalnie postanowiliśmy z rodziną, żeby była cena 10 złotych i to obojętnie, czy ludzie sobie nazbierają, czy wezmą owoce spod kombajnu.
Samozbiory to nie tylko oszczędność. To też doświadczenie
Pan Karol przyznaje, że dla części klientów sama możliwość wejścia na plantację ma dziś większe znaczenie niż różnica w cenie.
Ludzie przyjeżdżają na samozbiory. Zbiera się średnio 2,5 kg na godzinę. W czerwcu jest gorąco, ktoś sobie wyzbiera 5 czy 10 kg. Ja już w pełni sezonu robię tak, żeby w magazynie był gotowy towar spod kombajnu. Cena jest taka sama. Wtedy dobierają po 10, po 30 kilogramów. Nawet po 70 kg biorą - mówi.
W jego przypadku pogoda okazała się łaskawsza niż u wielu innych producentów. – Plon jest podobny do poprzednich sezonów. Mnie akurat się udało, bo mróz zrobił szkodę tylko na około 3 proc. Owoców mu nie zabraknie. – 20 ton będzie na pewno. Gdyby zbierali po 20 kilogramów, to 1000 osób mogłoby się stawić i zbierać. Tak to z matematyki wygląda – podsumowuje plantator.