20-letni Igor zmarł. Czekał 8 h na karetkę. Rodzice oskarżają szpital

Po operacji ratującej życie Igor przez pewien czas wracał do zdrowia i pokonywał pierwsze trudności. Jednak problemy zaczęły się w szpitalu rehabilitacyjnym nieopodal Bielska-Białej, gdzie jego stan – według rodziców – uległ nagłemu pogorszeniu. Jak podaje Interwencja, rodzina zarzuca służbom medycznym brak nadzoru nad rehabilitacją oraz opieką nad karmieniem syna.

Śmierć 20-letniego IgoraŚmierć 20-letniego Igora
Źródło zdjęć: © Interwencja, Wikimedia Commons
Danuta Pałęga

Najważniejsze informacje

  • 20-letni Igor zmarł po przewożeniu między kilkoma szpitalami.
  • Rodzice wskazują na liczne nieprawidłowości w opiece i transporcie medycznym.
  • Sprawę bada prokuratura, która weryfikuje działania placówek.

Problemy podczas rehabilitacji w szpitalu w Jaworzu

Po przeniesieniu do Jaworza młody mężczyzna miał samodzielnie radzić sobie z jedzeniem, co według bliskich przekroczyło jego możliwości. Matka i ojciec Igora podkreślali, że wymagał stałego wsparcia obsługi. "Pielęgniarki przynosiły mu jedzenie, zostawiały i on musiał sam sobie radzić" — relacjonował ojciec Interwencji.

Mimo wcześniejszych sukcesów w rehabilitacji, chłopak zaczął mieć problemy z połykaniem, co doprowadziło do zachłystowego zapalenia płuc i dwukrotnej hospitalizacji z powodu trudności z oddychaniem.

Przewóz i kłopoty z karetką

Decyzja o transporcie Igora do jego rodzinnej miejscowości wywołała kontrowersje. Według doniesień nie poinformowano rodziny o przewiezieniu pacjenta, mimo że byli jego prawnymi opiekunami. Igor trafił do szpitala w Wieruszowie bez nawet podstawowych rzeczy, takich jak telefon. Tam lekarz szybko wdrożył leczenie, ale stan chłopaka pogarszał się z każdą godziną. Gdy konieczny był transport do Wielunia, gdzie znajduje się oddział intensywnej terapii, na karetkę czekano według bliskich Igora prawie osiem godzin. "Karetka przyjechała o 15:47, syn zmarł na podjeździe szpitala w Wieluniu" — relacjonowała matka.

Rodzice domagają się wyjaśnień

Podczas spotkania z dyrekcją jednej z placówek ojciec Igora przypominał, że syn był pod opieką prawną rodziców, tymczasem o kluczowych decyzjach ich nie informowano. "Ordynator wiedział, że bez naszej zgody nic nie może zrobić" — mówił Interwencji. Dyrekcja szpitala odpowiadała, że w przypadkach zagrożenia życia podejmowane są działania ratunkowe, choć nie potrafiła potwierdzić, czy szukano bliższych szpitali na trasie przewozu.

Prokuratura bada sprawę błędów medycznych

Według Interwencji służby prowadzą już postępowanie dotyczące domniemanych błędów medycznych – zarówno w szpitalu rehabilitacyjnym, jak i podczas organizacji transportu. Rodzice podkreślają, że każdy dzień i każda minuta decydowały o szansach ich syna na przeżycie. Oczekują wyjaśnień i weryfikacji standardów opieki nad pacjentami wymagającymi szczególnej troski.

Wybrane dla Ciebie