3,5 mln wyświetleń. Aż włos się jeży. "Tylko to uratowało mu życie"
To wyglądało absolutnie koszmarnie. Turysta, schodząc z Rysów, stracił równowagę i spadał przez niemal 600 metrów. Do sieci trafiło nagranie ukazujące dramatyczne zdarzenie. Andrzej Marcisz, autor przewodników po Tatrach, wskazał zaś, co uratowało życie mężczyźnie.
Nagranie ukazujące wypadek w Tatrach opublikował w sieci Leszek Piszczyk. Gdy doszło do zdarzenia, akurat schodził z grupą ze szczytu. Nie ukrywa, że był przekonany o tragicznym finale tego upadku.
Nieco później dotarł wraz ze swoimi towarzyszami do młodego turysty z Czech. Mocno się zdziwił, gdy stało się jasne, iż... mężczyźnie nic groźnego się nie stało.
Krótki filmik został już wyświetlony ponad 3,6 mln razy. O groźny wypadek "Fakt" pytał Andrzeja Marcisza, znanego autora przewodników po Tatrach.
Takie wypadki zdarzają się na tym odcinku niestety bardzo często. Żleb pod Rysami (słynna Rysa) jest najbardziej stromy u samej góry. Tam też najmocniej operuje słońce, które w dzień topi śnieg - mówił ekspert.
Następnie zaznaczył, że w takich przypadkach działa "syndrom gorączki zdobycia szczytu". - Wierzchołek wydaje się na wyciągnięcie ręki, co osłabia naszą czujność - spostrzegł.
"To on zadziałał jak hamulec"
Po chwili natomiast wyjaśnił, co uratowało turystę.
Fragment trasy widoczny na filmie był na szczęście pokryty miękkim śniegiem. To on zadziałał jak hamulec i sprawił, że ten masakrycznie wyglądający upadek nie zakończył się śmiercią. Tylko to uratowało mu życie. Gdyby w tym miejscu podłoże było bardziej zbite i twarde, lot byłby znacznie dłuższy i szybszy, a szanse na przeżycie spadłyby właściwie do zera - podsumował.