Najważniejsze informacje
- Pasażer relacjonuje, że pociąg z Rijeki ruszył z ok. 40-minutowym opóźnieniem.
- Według jego opisu przez wiele godzin nie działała klimatyzacja, a rano podróżnych wyproszono ze składu w Wiedniu.
- Autor skargi zapowiada reklamacje i przypomina, że miejsce w kuszetce kosztowało ponad 520 zł.
Adriatic Express miał być jednym z najmocniej promowanych wakacyjnych połączeń kolejowych z Polski do Chorwacji. Relacja pasażera z powrotu pociągiem nr 1276 pokazuje jednak zupełnie inny obraz podróży. Jak wskazuje "Fakt", opis dotyczy kursu z Rijeki do Warszawy, który wyruszył 3 lipca. Problemy, jak twierdzi autor relacji, zaczęły się niemal od razu. Skład odjechał z ok. 40-minutowym opóźnieniem, a przez wiele godzin nie działała klimatyzacja.
Wagony były strasznie nagrzane, a z ludzi po prostu spływały poty. Brak działającej klimatyzacji przez kilka godzin powodował wysoki dyskomfort podróży - napisał pasażer, cytowany przez dziennik.
Nie jedź tam, gdzie wszyscy. Oto 11 pomysłów na majówkę za granicą
Pasażer wskazał również na inne usterki. W relacji opisał m.in. otwarte drzwi w jednym wagonie podczas jazdy oraz informację o niesprawnych hamulcach w innym. Zwrócił uwagę także na sytuację jeszcze w Rijece, gdy część osób mogła samodzielnie otworzyć drzwi w składzie, który nie był gotowy do odprawy.
Przymusowa przesiadka w Wiedniu
Najwięcej problemów miało pojawić się rano 4 lipca w Austrii. Około godz. 6 pasażerowie usłyszeli od obsługi, że muszą opuścić pociąg na stacji Wien Westbahnhof. Potem, jak wynika z relacji, zostali bez jasnych wskazówek i z bagażami sami szukali drogi do Wien Meidling, skąd odjeżdżał skład do Polski przez Czechy.
W grupie były rodziny z dziećmi i starsi pasażerowie. "To jest dramat, aby tak traktować pasażerów, wręcz wyrzucając ich z pociągu i pozostawiając samych sobie w obcym mieście i w obcym państwie" - napisał autor relacji przesłanej redakcji "Faktu". Dodał też, że infolinia miała zapewniać jedynie, iż "raczej nie będzie problemów" z honorowaniem biletów.
Cytowany przez "Fakt" mężczyzna zachęcał współpasażerów do reklamacji i pełnego zwrotu kosztów. Jak zaznaczył, miejsce w kuszetce kosztowało ponad 520 zł, a w wariancie ze zwrotem nawet ponad 660 zł. Dodał przy tym, że później w Czechach trafił na życzliwą obsługę, a po zmianie drużyny konduktorskiej w Polsce kierownik pociągu miał już pomóc pasażerom.