Prokuratura Okręgowa w Lublinie prowadzi postępowanie w kierunku nieudzielenia pomocy osobie w stanie zagrażającym życiu. Rzecznik prokuratury Marcin Kozak przekazał dla TVN24, że za taki czyn grozi kara od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności.
Co ciekawe, zawiadomienie nie wpłynęło jednak od pacjenta, lecz od dyrekcji szpitala. - Trwają czynności wstępne polegające na przesłuchaniu w charakterze świadka pokrzywdzonego, zebranie dokumentacji medycznej i ustalenie czy szpital jest objęty monitoringiem. Na razie nikomu nie postawiono zarzutów - mówił Marcin Kozak w rozmowie ze stacją.
Lublin. Nocna próba wejścia do szpitala przy ul. Herberta. 41-latek miał zawał. Dobijał się do izby przyjęć
O bulwersującej sprawie jako pierwsze poinformowało Radio Zet.
Do zdarzenia doszło w oddziale Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego w Lublinie, przy ul. Herberta, gdzie działa całodobowa izba przyjęć. Kilka minut po godz. 3 w nocy 41-latek przyjechał tam z żoną po tym, jak obudziły go dreszcze i niepokój, a także ból i ucisk w klatce piersiowej oraz problemy z oddychaniem.
Małżeństwo rozważało telefon pod numer alarmowy 112, ale uznało, że szybciej dotrze własnym autem. Na drzwiach izby przyjęć znajdowała się informacja, by po godz. 22 korzystać z dzwonka. Według relacji żony mężczyzny dla Radia Zet, dzwonili przez ok. pięć minut, jednak nikt nie otworzył i nie pojawił się w holu.
Ostry zawał i zabieg w szpitalu MSWiA
Po bezskutecznej próbie uzyskania pomocy na miejscu żona pacjenta wezwała pogotowie. Karetka przewiozła 41-latka do szpitala MSWiA przy ul. Grenadierów w Lublinie, oddalonego o ok. pięć kilometrów. Tam lekarze rozpoznali ostry zawał.
Mężczyzna przeszedł koronarografię. Po tygodniu opuścił szpital i, jak wynika z opisu sprawy, stopniowo wraca do sił.
Postępowanie dyscyplinarne, monitoring i pytania NFZ
W związku z nocnym zdarzeniem Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Lublinie wszczął postępowanie dyscyplinarne wobec dwóch pielęgniarek, które miały wtedy dyżur. Dr n. med. Małgorzata Piasecka, zastępca dyrektora ds. lecznictwa WSS w Lublinie, mówiła TVN24, że personel ma obowiązek otworzyć drzwi po usłyszeniu dzwonka i wezwać lekarza dyżurnego.
Piasecka przekazała, że pielęgniarki tłumaczyły brak reakcji tym, iż nie słyszały dzwonka, ale szpital nie zaakceptował tych wyjaśnień. Po analizie nagrań z monitoringu widać było, że przed drzwiami stały dwie osoby, a sam dzwonek po sprawdzeniu okazał się sprawny, więc sygnał miał być słyszalny.
Do czasu zakończenia postępowania dyscyplinarnego pielęgniarki odsunięto od pracy w izbie przyjęć i pozbawiono nocnych dyżurów. Zostały przeniesione na inne oddziały i pracują pod nadzorem pielęgniarek oddziałowych.
Szpital wszczął także wewnętrzne postępowanie, by sprawdzić, czy podobne sytuacje zdarzały się wcześniej. Według relacji Małgorzaty Piaseckiej dla TVN24 ustalenia wskazują, że wcześniej do takich przypadków nie dochodziło.
O wyjaśnienia zwrócił się również Narodowy Fundusz Zdrowia, który ma ze szpitalem podpisaną umowę.
"Otrzymaliśmy wstępne ustalenia ze szpitala, z których wynika, że zapis monitoringu potwierdził opisane zdarzenie. Szpital aktualnie jest w trakcie prowadzenia dalszych czynności wyjaśniających. Czekamy na ostateczne ustalenia ze szpitala. Po ich otrzymaniu podejmiemy stosowne decyzje" - napisała Małgorzata Bartoszek, rzeczniczka lubelskiego oddziału NFZ, co cytuje TVN24.