Łukasz Maziewski
Łukasz Maziewski| 

Akcja polskich służb. Uchodźcy dostają SMS-y. "Nie bierz tabletek"

113

O ciekawej akcji poinformował minister i koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński. Kilkadziesiąt tysięcy uchodźców znajdujących się po białoruskiej stronie granicy otrzymało SMS-y, ostrzegające przed braniem od białoruskich żołnierzy jakichkolwiek tabletek. Jak przeprowadza się taką operację?

Akcja polskich służb. Uchodźcy dostają SMS-y. "Nie bierz tabletek"
Sprawna operacja polskich służb. Uchodźcy dostali SMS-y (Mateusz Marek)

Jak poinformował na Twitterze Mariusz Kamiński niemal 31 tys. uchodźców, którzy są na Białorusi, dostało sms-y. Były one wysłane ze strony polskiej i ostrzegały osoby, które chcą dostać się do Polski, że granica jest zabezpieczona. Nadawca przestrzegał też, by nie brać żadnych tabletek od białoruskich sił bezpieczeństwa.

Trwa ładowanie wpisu:twitter

W SMS-ie uchodźcy dostają także link. Jak opisuje wiceminister Błażej Poboży, prowadzi on do strony internetowej gdzie w pięciu językach: angielskim, arabskim, rosyjskim, francuskim i polskim zamieszczono informację i ostrzeżenie dla migrantów, którzy chcieliby nielegalnie przekroczyć granicę z Polską.

Zobacz także: Agnieszka Holland o stanie wyjątkowym: "Uchodźcy nie znikną, nawet jeśli postawimy wyższe mury"

"Dobry ruch"

Czy akcja przyniesie skutek? Nasi rozmówcy mówią, że to dobry ruch. Ale przedstawiają także jego słabsze strony. Jedną z nich jest np. dostosowanie języka do odbiorców. To skomplikowane, bo zgromadzeni po białoruskiej stronie migranci to osoby z różnych stron świata. Istna wieża Babel.

Ale to niejedyne wątpliwości. Jeden z rozmówców o2.pl, były oficer służb specjalnych, przekonuje, że takie działanie, choć pozornie skuteczne, nie przyniesie pożądanego efektu na wielką skalę.

Dobry ruch choć sam komunikat trochę toporny. Są tam ludzie, którzy przybywają z daleka. Zostawiają wszystko co mieli. Płacą kilka tysięcy euro za bilety. I co, miałby ich odstraszyć jeden SMS od nie-wiadomo-kogo? No przypuszczam, że wątpię. Ale w "Wiadomościach" będzie można się pochwalić - ironizuje.

Od strony technicznej taka akcja nie jest szczególnie skomplikowana.

Prosta sprawa. Z poziomu ziemi "patrzymy" na kilkanaście kilometrów w głąb Białorusi. A SIGINT [wywiad elektroniczny - red.] jeszcze lepszy. A tu był prosty odczyt z BTS-ów - mówi o2.pl osoba z kręgu administracji rządowej.

Co można dodać do strony?

Operacja, jak przekonuje Jarosław Nowak z firmy Jupiter-19, zajmującej się m.in. ochroną reputacji firm w internecie i kampaniami sieciowymi, jest nietrudna do przeprowadzenia. Zaznacza jednak, że takie działania to broń obosieczna. Bo skoro potrafią to zrobić Polacy, to Białorusini również.

Prosta historia. Typuje się prefixy i wysyła komunikat na te numery, które najczęściej logują się po stronie polskiej i białoruskiej. Proces nadawania komunikatów do numerów o zagranicznych prefixach jest stosunkowo łatwy. Ale uwaga: to działa w obie strony. Skoro my możemy wysłać coś na stronę białoruską, to oni mogą zrobić to samo w drugą stronę - tłumaczy Nowak.

Dodaje też, że istnieje także możliwość "zaszycia" w kodzie strony, na której znajduje się komunikat, kilku "niespodzianek". Może to być np. ukryte oprogramowanie zbierające i przekazujące dane o aktywności zainfekowanego telefonu do wskazanego odbiorcy czy monitorujące odwiedzane z poziomu urządzenia strony internetowe. Dodaje, że koszty takiej akcji byłyby jednak wysokie.

Gdzie jest Frontex?

Cytowany wyżej oficer dodaje, że choć pozornie udana, akcja jest jednak tylko połowicznym sukcesem. A działania powinny być bardziej zdecydowane i zakrojone na szarszą skalę.

Protezowanie działań, żeby grzać temat jak sprawnie działamy. Potencjalnie skutecznym działaniem naprawdę ofensywnym byłoby wciągnięcie do działań Frontexu ale na to z kolei nie zgodzi się rząd - mówi.
Oceń jakość naszego artykułu:

Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Zobacz także:
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić