"Ania jest cała i zdrowa". Siostra poszukiwanej 33-latki ujawnia kulisy
Poszukiwania 33-letniej Polki, która w połowie kwietnia zaginęła na Majorce, mają szczęśliwe zakończenie. - Ania jest cała i zdrowa - przekazała siostra kobiety w obszernym komentarzu, którego treść przytacza "Fakt". Kobieta ujawniła kulisy sprawy, zastrzegając, że nie zamierza już więcej jej komentować.
W środę, 3 czerwca, Polka, która kilka tygodni temu została uznana za zaginioną, skontaktowała się z rodziną. Okoliczności odnalezienia 33-latki są dość zaskakujące.
Oficjalnie chcemy poinformować, że Ania dziś, w godzinach południowych, skontaktowała się z nami telefonicznie, dzięki jednej pani, która rozpoznała ją w sklepie oraz pokazała jej reportaż TVN Uwaga. Przechodząc do meritum, Ania jest cała i zdrowa - poinformowała siostra kobiety w komentarzu, którego treść przytacza "Fakt".
Pani Karolina wyjaśniła również, że próby kontaktu podejmowane przez jej siostrę nie przynosiły rezultatu. Jak czytamy, "wiadomości trafiały do spamu, maile, które - jak się dziś okazało - wysyłała, również. A prosząc początkowo o kontakt ludzi, spotkała się z odrzuceniem, ponieważ w Hiszpanii kradzieże są na porządku dziennym i ludzie nie są chętni do udostępniania swoich telefonów".
Poszukiwania na Majorce
Jak informowaliśmy już wcześniej, bliscy od ponad miesiąca nie mieli kontaktu z 33-letnią Anną W. Ustalono, że kobieta została okradziona - straciła telefon i dokumenty.
33-latka odezwała się do bliskich z konta obcego mężczyzny. Później jego profil zniknął z mediów społecznościowych. Detektyw Burzacki, który zajmował się tą sprawą, przekazał, że tajemniczy mężczyzna przerwał kontakt, gdy siostra Anny próbowała uzyskać jego dane osobowe. Ta sytuacja wywołała lawinę spekulacji. Sprawę opisywano również w hiszpańskich i niemieckich mediach.
"Na takie zakończenie czekaliśmy"
Przełom nastąpił 3 czerwca. - My - rodzina i przyjaciele - właśnie na takie zakończenie czekaliśmy. Na szczęśliwe zakończenie! - podkreślają bliscy 33-latki.
W oświadczeniu, którego treść przytacza "Fakt", siostra Anny podziękowała detektywowi Dawidowi Burzackiemu, dziennikarzom, a także "wszystkim osobom, które wyciągnęły pomocną dłoń" i "fundacjom, które robią kawał dobrej pracy przy takich sprawach".
Pani Karolina podkreśliła, że rodzina akceptuje fakt, iż 33-latka "ceni spokój ducha i potrzebuje przestrzeni".
Oczywiście miała okresy, kiedy nie odzywała się przez jakiś czas, co nie wzbudzało naszego niepokoju. Jednak po informacji o kradzieży myślę, że każda rodzina, przyjaciel czy znajomy próbowałby uzyskać jakiś kontakt. Nie udało nam się, więc wtedy zaczęliśmy działać. Gdybyśmy mieli to zrobić drugi raz? Oczywiście, że byśmy to zrobili, bo dzięki temu wiemy, że Ania jest cała i nic jej nie zagraża - wyjaśniła.
"To naprawdę przykre"
Siostra 33-latki ujawniła jednak, że w sieci, obok słów wsparcia, można było znaleźć nienawistne komentarze.
Czytamy wszystko i wiecie co? Patrząc po większości komentujących, nasuwa się myśl, że co niektórzy woleliby, aby zakończenie było bardziej dramatyczne. Czytaliśmy wszystkie obrzydliwe komentarze na temat Ani, komentarze od osób, które w żaden sposób nie znają drugiej osoby, wszystkie komentarze mówiące wprost: "przecież ona nie żyje", "poszła na organy" - napisała, podkreślając, że są to insynuacje niemające nic wspólnego z prawdą.
- Szok! Szok dlatego, że więcej było mowy nienawiści, snucia domysłów niż zwykłego wsparcia. Weryfikowania życia osoby, która chce żyć po swojemu, ale że żyje inaczej, to bezpodstawnego krytykowania, przypuszczania, że przecież jak tak żyje, to sama sobie winna - stwierdziła pani Karolina.
Niestety, ku niezadowoleniu niektórych, ta historia zakończyła się szczęśliwie - dodała.
Zdaniem siostry 33-latki, w tej sytuacji zawiodła hiszpańska policja. Anna W. - będąc już osobą poszukiwaną - odwiedzała miejscowy komisariat, by dowiedzieć się, czy udało się odnaleźć jej rzeczy. Mimo to przez kilka tygodni nikt nie powiązał ze sobą faktów i nie sprawdził dostępnych informacji.