Pierwsze martwe zwierzę znaleziono 12 stycznia. Kangur miał obrażenia głowy, co sugerowało zderzenie lub kopnięcie. Sytuacja powtórzyła się po trzech dniach. Jedno zwierzę było martwe, drugie w bardzo złym stanie.
W ciągu kolejnych dni zmarło łącznie 11 kangurów. Wszystkie miały takie same objawy. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną była niewydolność krążeniowo-oddechowa spowodowana chorobą dolnych dróg oddechowych - informuje Nowa Trybuna Opolska. Nie ustalono jednak dokładnej przyczyny choroby.
Badania pokazały, że chorobą objęte były płuca, a do śmierci zwierząt doprowadziła niewydolność krążeniowo-oddechowa wtórna do choroby dolnych dróg oddechowych – wyjaśnia nto.pl Tomasz Pięknik, lekarz weterynarii w opolskim zoo.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
"Putin chce zamordować Zełenskiego". Biernacki wymienia też inne cele
Dodaje, że choroba przebiegła gwałtownie. - Wykluczyliśmy wszystkie przyczyny związane z niedopilnowaniem stada oraz te, związany z karmieniem. Badania paszy i przewodów pokarmowych nie wskazały na zakażenia związane z karmą. Wyklucza to otrucie czy zaniedbanie wynikające chociażby ze złego przechowywania paszy - dodaje Pięknik.
Specjalista dodaje, że każdy gatunek kangura ma swoje specyficzne wirusy i laboratoria nie są przystosowane do diagnostyki. Takie badania można przeprowadzić w Australii, ale to się wiąże z kosztami i utrwaleniem pobranego materiału, a nie ma pewności, ze wirus zachowałby się.
Obecnie stado liczy sześć osobników. - Maluch, który stracił matkę ma się dobrze i nadal znajduje się pod opieką opiekunki zwierząt w zoo, która zabiera go na noc do domu, ponieważ wymaga częstszego karmienia. W trakcie dnia kangurek przyjeżdża do ogrodu i socjalizuje się ze stadem - mówi nto.pl Aleksandra Czechowska, dyrektor opolskiego zoo. - Mały wychowuje się z kangurem walabia, który został porzucony przez matkę - dodaje.
Czytaj więcej: Wózek sam wjechał na pasy. Dramatyczna scena w Toruniu