Śmierć 14-letniego Mateusza z Susza. "Wychowawca nie zrobił nic"
Czternastoletni Mateusz z Susza nie żyje. Według Prokuratury Okręgowej w Elblągu zebrane dowody wskazują, że nie był to wypadek. Śledczy zapowiadają sprawdzenie, na ile do dramatycznej decyzji dziecka mogły przyczynić się długotrwałe prześladowania rówieśnicze w szkole. Sprawę nagłośnił we wtorek, 28 kwietnia, reportaż programu „Uwaga!” TVN.
Jak przekazała „Uwaga!” TVN, śmierć ucznia siódmej klasy, 14-letniego Mateusza, wstrząsnęła mieszkańcami Susza, niewielkiego miasta w woj. warmińsko-mazurskim. Chłopiec zginął pod kołami składu 16 kwietnia br. Wcześniej był wyśmiewany i nękany przez rówieśników w szkole, do której uczęszczał.
Prokuratura: kluczowy wątek to hejt i przemoc rówieśnicza
Ewa Ziębka z Prokuratury Okręgowej w Elblągu informuje w rozmowie z "Uwagą!", że wstępne ustalenia wykluczają nieszczęśliwy wypadek i wskazują na celowe działanie dziecka. Prokuratura zapowiada analizę wszystkich okoliczności, które mogły doprowadzić do tej decyzji. Śledczy podkreślają, że jednym z głównych badanych wątków ma być systematyczne hejtowanie oraz negatywne zachowania rówieśników wobec Mateusza na terenie szkoły.
Według prokuratury wcześniej w placówce miały miejsce dwa incydenty z udziałem chłopca, w tym jeden dzień przed tragedią. Śledczy mówią o kłótni między uczniami i naruszeniu nietykalności cielesnej Mateusza.
Relacje uczniów o codziennym nękaniu
Rozmówcy „Uwagi!” z tej samej szkoły opisują, że Mateusz bywał przygnębiony i miał być regularnie upokarzany. Wskazują m.in. na odkręcanie kółek w jego rowerze, przezwiska dotyczące wyglądu i przerabianie zdjęć w aplikacjach z użyciem AI. Część uczniów twierdzi, że interwencje szkolne - jeśli w ogóle się pojawiały - bywały nieskuteczne, a notatki w dzienniku mogły pogarszać jego sytuację w grupie.
Krewni mówią, że problem narastał przez lata. Pani Klaudia, spokrewniona z rodziną, opowiada, iż Mateusz był spokojny, skryty, lubiany w towarzystwie dziewcząt, co miało wywoływać złośliwe komentarze. Twierdzi, że dzień przed śmiercią chłopiec został uderzony w szatni, a wcześniejsze dokuczanie miało charakter ciągły - od przezwisk po szarpanie i niszczenie rzeczy.
- Ta uwaga i to pobicie (w lutym br. - przyp.) przelały czarę goryczy. Bo takie dokuczanie trwało wiele lat – mówi dla "Uwagi!" pani Klaudia. - Najpierw niewinne przezwisko, szturchnięcie. Mama monitowała to, chodziła do wychowawcy. Wielokrotnie. Wychowawca nie zrobił nic - dodaje kobieta.
Dyrekcja szkoły odpiera zarzuty, śledczy sprawdzają odpowiedzialność placówki
Dyrektorka Szkoły Podstawowej w Suszu, Wioletta Ryszka, mówi w rozmowie z „Uwagą!”, że składała wyjaśnienia na policji. Zapewnia, iż nie docierały do niej sygnały o przerabianiu zdjęć czy celowym niszczeniu roweru, a informację o konflikcie między uczniami miała otrzymać jedynie w lutym, kiedy doszło do bójki na korytarzu. Dyrekcja zaprzecza, by w przeddzień tragedii doszło do pobicia.
Prokuratura zaznacza jednak, że oprócz zachowań rówieśników bada również odpowiedzialność systemową szkoły. Jeżeli placówka miała wiedzę o negatywnych zdarzeniach wobec ucznia, to - jak podkreślają śledczy - pierwsze działania naprawcze powinny zacząć się właśnie tam.
„To trwało latami”. Głos rodziny i wspomnienia absolwentów
Krewni Mateusza utrzymują, że matka wielokrotnie zgłaszała wychowawcy prześladowanie syna. W piątej klasie chłopiec został przeniesiony do innej grupy, lecz po pewnym czasie dołączył tam jeden z agresywnych rówieśników. Według rodziny Mateusz miał być kopany, szarpany i popychany, a w plecaku robiono mu „kebab”, czyli rozrzucano zawartość po wcześniejszym wymachiwaniu torbą.
Krytyczne opinie o atmosferze w szkole pojawiają się również wśród byłych uczniów, którzy wspominają wyśmiewanie z powodu ubioru czy statusu materialnego. Pani Klaudia mówi, że sama w przeszłości doświadczała w tej placówce hejtu i przemocy słownej. Liczy, że śmierć Mateusza skłoni środowisko nauczycielskie do realnych działań wychowawczych i zapobiegania przemocy.
Chodziłem do tej szkoły i sam byłem gnębiony, wyśmiewany, bo nie miałem lepszych, droższych ciuchów. Na przestrzeni lat nic się nie zmieniło – mówi o placówce w "Uwadze!" jeden z chłopaków, który zjawił się na pogrzebie Mateusza.