Była znana jako "mugshot beauty". Zmieniła się nie do poznania
Sara Jane Isbister zdobyła rozgłos nie karierą, lecz serią policyjnych zdjęć, które przez lata krążyły po internecie. Dziś 34-latka mówi o cenie tamtej popularności i podkreśla, że jej życie wygląda już zupełnie inaczej.
Przez niemal dekadę nazwisko Sary Jane Isbister wracało w sieci przy kolejnych zdjęciach z zatrzymań. Internauci ochrzcili ją mianem "mugshot beauty", a rozpoznawalność zbudowały nie sukcesy zawodowe, lecz 18 policyjnych fotografii związanych z serią drobnych spraw karnych i naruszeń.
Sara Jane Isbister była znana jako "mugshot beatuy". Opowiedziała o narkotykach i skutkach sławy
Pierwsza fotografia powstała po sprawie dotyczącej brawurowej jazdy i nieopłaconego mandatu za przekroczenie prędkości. Później dochodziły kolejne zatrzymania, m.in. pod zarzutem kradzieży, posiadania akcesoriów narkotykowych, kokainy, jazdy mimo zawieszonego prawa jazdy i naruszeń warunków dozoru.
W samym 2011 r. policja zatrzymała ją sześć razy. Część wcześniejszych spraw dotyczyła niestawiania się przed organem, który ją wzywał. Z czasem zarzuty stawały się poważniejsze.
W rozmowie z "The Sun" 34-latka oceniła, że duży wpływ na jej dawny styl życia miała śmierć ojca, którego nazywała swoim najlepszym przyjacielem. Gdy miała 18 lat, pracowała jako kelnerka, później przy obsłudze koktajli i w klubach. To właśnie tam, jak opowiadała, w jej życiu pojawiły się narkotyki.
Isbister przekonywała, że wtedy nie myślała o przyszłości i nie rozumiała skali konsekwencji. Opisała też sytuację z czasu, gdy miała 21 lat: po wyjściu z klubu z trzema mężczyznami miała udawać, że trzyma ich na muszce, choć nie miała broni, a potem zabrać im 500 dol.. Po latach uznała swoje zachowanie za skrajnie lekkomyślne.
Jej historia szybko przeniosła się z policyjnych dokumentów do popkultury internetu. Rozpoznawalność zwiększyły publikacja magazynu "Maxim" o wyjątkowo fotogenicznych zdjęciach z aresztu oraz tekst Pereza Hiltona z 2012 r., w którym porównano ją do Angeliny Jolie.
"Mugshot beauty" zmieniła się nie do poznania
Internetowa popularność przyniosła jej także poważne problemy. Isbister nagrała później wideo obronne, bo dostawała groźby śmierci i musiała prostować fałszywe informacje krążące w internecie. Zaprzeczała m.in. plotkom, jakoby jej sprawy dotyczyły zabijania domowych zwierząt czy podpalenia domu.
Opowiadała również o listach od osadzonych. Część korespondencji miała niepokojący charakter, a jeden z nadawców, skazany za zabójstwo, stał się wobec niej obsesyjny. Problem był tym większy, że listy trafiały bezpośrednio do jej domu.
Dziś, jak wynika z jej profilu na LinkedIn, Sara Jane Isbister przedstawia się jako artystka wizualna zajmująca się także marketingiem marki. Sama twierdzi, że jej obecne życie bardzo różni się od czasu policyjnych zdjęć. Skupia się na sztuce i pisaniu, choć żałuje, że w okresie buntu nie poświęciła więcej energii na rozwój zawodowy.