Dramatyczne odkrycie w starej cegielni. "Cała historia jest co najmniej dziwna"
W pobliżu Skierniewic, w ruinach starej cegielni znaleziono 10 porzuconych szczeniąt. "Tu liczyły się minuty. Takie kilkudniowe szczenięta bez matki nie mają żadnych szans. Musieliśmy reagować natychmiast" - przekazała w mediach społecznościowych Fundacja dla Szczeniąt Judyta.
Pod Skierniewicami doszło do wstrząsającego odkrycia. W opuszczonej cegielni pozostawiono 10 szczeniąt, które bez interwencji ratowników nie miały szans na przeżycie. Zwierzęta były same, bez żadnego zabezpieczenia termicznego.
Fundacja dla Szczeniąt Judyta, zajmująca się ochroną zwierząt, do której trafiło dramatyczne zgłoszenie, natychmiast przystąpiła do działania. Wolontariusze odkryli, że miot ma zaledwie pięć do siedmiu dni. O braku matki w okolicy świadczy stan szczeniąt, które były w bardzo złym stanie.
Cała ta historia jest co najmniej dziwna. Trudno nam uwierzyć, że suka po prostu zniknęła. Dziesięć dużych szczeniąt w jednym miejscu, zostawionych na noc, bez żadnej opieki, bez zabezpieczenia. Niestety, nie wygląda to na przypadek. Porzucenie takich maluchów to wyrok śmierci - informują wolontariusze Fundacji.
Myśleli, że ujdzie im to na sucho. Policjanci przeszukali ich dom
Pilna potrzeba interwencji
Bez matki i dostępu do pokarmu, szczenięta były skazane na szybkie wychłodzenie i śmierć. "Takie kilkudniowe szczenięta bez matki nie mają żadnych szans. Wychłodzenie, odwodnienie, brak mleka działają błyskawicznie" – podkreślają przedstawiciele fundacji.
Czy porzucenie było celowe? Ludzkie działanie wydaje się najbardziej prawdopodobnym scenariuszem. Organizacja apeluje do mieszkańców Skierniewic o informacje mogące pomóc w ustaleniu osoby porzucającej zwierzęta. "Jeśli ktoś z Was posiada informacje, kto mógł chcieć je porzucić – prosimy, dajcie nam znać"– nawołują społecznicy.
Jak informują w mediach społecznościowych wolontariusze, szczenięta są już zabezpieczone, ogrzewane, karmione, pod stałą kontrolą.
Przed nami walka o każdy kolejny dzień. Karmienie co kilka godzin, pilnowanie temperatury, monitorowanie stanu każdego z nich osobno. Nie jest to dla nas nowość, choć to ogromne obciążenie - przyznają członkowie Fundacji i proszą o wsparcie finansowe.