Dwa razy w jednym tygodniu ratowali z Fudżi tego samego mężczyznę. Wrócił bo... zostawił telefon

Japońskie służby ratownicze dwukrotnie w ciągu tygodnia musiały interweniować na górze Fudżi, by pomóc temu samemu chińskiemu turyście. Okazało się, że mężczyzna wrócił na szlak po zgubiony telefon.

Szczyt Fudżi jest bardzo popularny wśród turystówSzczyt Fudżi jest bardzo popularny wśród turystów
Źródło zdjęć: © Wikimedia Commons | JAKUB HALUN
Ewa Sas

W sobotę ratownicy górscy zostali wezwani do turysty, który miał trudności z pokonaniem trasy.

Podejrzewano, że cierpiał na chorobę wysokościową i zabrano go do szpitala - powiedział rzecznik policji.

Jak donosi dziennik "Guardian", dopiero po przetransportowaniu 27-letniego chińskiego studenta na dół, funkcjonariusze zorientowali się, że to ten sam człowiek, który cztery dni wcześniej został ewakuowany z góry helikopterem.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Brak tłumów i pewna pogoda. Ostatni moment na tańszy urlop przed wakacjami

Turysta wrócił na szlak, ponieważ zostawił tam telefon i inny sprzęt podczas pierwszej akcji ratunkowej. Media nie informują, czy udało mu się odzyskać te rzeczy.

Wspinaczy ostrzega się, by unikali wędrówek poza sezonem trwającym w lipcu i sierpniu, gdyż warunki mogą być zdradliwe. Szczyt Fudżi, będąca wulkanem, który ostatni raz wybuchł ponad 300 lat temu, jest przez większość roku pokryty śniegiem.

Odpłatne wejście metodą na tłok

Góra Fudżi jest popularnym celem turystycznym, a władze starają się ograniczyć tłok. Od najbliższego lata wstęp na cztery główne szlaki będzie płatny, a koszt wyniesie ok. 30 dolarów od osoby.

Źródło artykułu:
Wybrane dla Ciebie