Dzwonią masowo na straż, gdy widzą łabędzie. "Tak jest co roku"
Ludzie masowo dzwonią na straż pożarną, bo są zaniepokojeni "przymarzniętymi łabędziami". Okazuje się, że nie ma powodu do niepokoju, bo zwierzęta świetnie sobie radzą. Gorzej z ludźmi. - Zdarza się, że niektórzy próbują wjechać na lodowisko samochodem, aby "ratować zwierzę". Dochodzi do tragedii - mówi o2.pl Łukarz Kierzkowski, rzecznik PSP.
O sprawie napisał autor profilu "Oczami Strażaka". Okazuje się, że Polacy masowo wzywają straż pożarną, aby ta podjęła interwencję ws. przymarzniętych do jeziora czy stawu łabędzi lub innych ptaków.
Eksplozje w Rosji. Moment uderzenia drona w blok
Ludzie masowo dzwonią na straż, bo widzą łabędzie siedzące nieruchomo na lodzie i myślą, że ptaki zamarzły. W rzeczywistości łabędzie w ten sposób oszczędzają ciepło i energię. Podwijają nogi pod ciało, chowają głowę w pióra i ograniczają ruch. To ich naturalny sposób radzenia sobie z mrozem - napisał autor wpisu.
Bloger dodał, że "zgłoszenia tego typu straż otrzymuje praktycznie codziennie". Informację tę potwierdza w rozmowie z o2.pl st. bryg. mgr inż. Karol Kierzkowski. Rzecznik prasowy Komendanta Głównego PSP wskazuje, że "sprawa powtarza się co roku".
Rzecznik PSP komentuje: "Tak jest co roku"
Tak, otrzymujemy mnóstwo takich zgłoszeń. Tak jest co roku. Najczęściej okazują się fałszywe w takim sensie, że ptaki przysiadają na lodzie, oszczędzając energię. Wzywający obserwują sytuację ze znacznej odległości i myślą, że zwierzętom dzieje się coś niepokojącego - wskazuje w rozmowie z o2.pl rzecznik PSP.
Strażak wskazuje, że "jednostki weryfikują jednak każde zgłoszenie", bo "numer alarmowy jest od tego, aby zawiadamiać o niepokojących sytuacjach". Za zgłoszenie zamarzniętego łabędzia nie czekają żadne konsekwencje.
Jak wskazuje Karol Kierzkowski, strażacy niekiedy udają się na miejsce, aby chronić ludzi. Miłośnicy przyrody próbują samodzielnie "ratować" ptaki, wchodząc na niepewny lód. Taka nieprzygotowana akcja niekiedy kończy się dramatycznie.
Lepiej, żeby ludzie sami nie wchodzili na lód, szczególnie, że łabędzie chowają się w miejscach trudnodostępnych. Wolimy sami podjąć interwencję, mając wyspecjalizowany sprzęt. Zdarza się, że niektórzy próbują wjechać na lodowisko samochodem, aby "ratować zwierzę". Dochodzi do tragedii. Sami zaksięgujemy takie interwencje jako fałszywe w dobrej wierze. Kategorycznie odradzamy próby "ratowania" zwierząt na własną rękę - podkreśla Kierzkowski w rozmowie z o2.pl.
Rzecznik prasowy Komendanta Głównego PSP potwierdza słowa twórcy strony "Oczami Strażaka", że w przypadku dzikich zwierząt nie ma zwykle powodów do paniki. Te świetnie radzą sobie w każdych warunkach. Niekiedy strażacy muszą zimą interweniować również w przypadku innych, domowych zwierząt. Dla nich zima stanowi spore zagrożenie.
Zdarza się, że do akwenu wpadnie krowa czy koń. Ratujemy zwierzęta np. z zamarzniętych bagien czy studni. Z całą stanowczością wskazujemy jednak, że lepiej wezwać do interwencji straż, niż podejmować akcję na własną rękę.- dodaje strażak w rozmowie z o2.pl.