Głos ze Szpitala Południowego. Lekarka: "Jakby ktoś nam napluł w twarz"

W Szpitalu Południowym trwa napięcie po ujawnieniu zarobków Dawida Kacprzyka i doniesieniach o przywilejach dla VIP-ów. Jedna z lekarek w rozmowie z "Faktem" mówi o upokorzeniu i apeluje, by sprawy nie wyciszać.

Szpital Południowy w WarszawieSzpital Południowy w Warszawie
Źródło zdjęć: © Wikimedia Commons | Adrian Grycuk
Karol Osiński

Najważniejsze informacje

  • W Szpitalu Południowym ruszyły kontrole, a sprawą zajęła się też prokuratura.
  • Według ustaleń ZERO Dawid Kacprzyk miał w czasie dyżurów pojawiać się w mediach i angażować się politycznie.
  • Anonimowa lekarka powiedziała "Faktowi" o dużych różnicach płac i naciskach, by nie komentować sprawy.

Zamieszanie wokół 29-letniego lekarza nie dotyczy już tylko jego wynagrodzenia sięgającego 1,6 mln zł rocznie. W tle są także ustalenia portalu ZERO o osobnej ścieżce dla polityków Koalicji Obywatelskiej i ich bliskich na SOR-ze. Po publikacjach lekarz zawiesił działalność w Szpitalu Bródnowskim i zwrócił 500 tys. zł na konto Szpitala Południowego.

Jedna z lekarek, która zna kulisy sprawy i rozmawiała z "Faktem" anonimowo, opisała nastroje w placówce bardzo ostro. - Czujemy się, jakby ktoś nas opluł - powiedziała. Zaznaczyła przy tym, że w szpitalu nadal pracują lekarze z powołania, a ujawnione działania i wysokość części wynagrodzeń nie powinny obciążać całego zespołu.

Różnice w pensjach w Szpitalu Południowym

Rozmówczyni "Faktu" twierdzi, że w placówce od dawna widać dużą nierówność płac. Nowo zatrudnione osoby miały dostawać pensje rzędu 20-25 tys. zł, podczas gdy wieloletni pracownicy słyszeli odmowy albo mieli trudności z wynegocjowaniem nawet niewielkich podwyżek. W jej ocenie to jedna z przyczyn narastającej frustracji wśród personelu.

Lekarka wskazała też na podział odpowiedzialności za dokumenty i decyzje płacowe. Jak relacjonowała "Faktowi", grafiki dyżurów i faktury lekarzy zatwierdzała dr Agata Kusz-Rynkun, dyrektor ds. medycznych i członek zarządu, ale stawkę Dawida Kacprzyka miała ustalać osobiście prezes Szpitala Południowego Anna Łukasik.

Pytania o dyżury i ścieżkę dla VIP-ów

W rozmowie z "Faktem" lekarka mówiła także, że jako doświadczony medyk nie rozumie, jaką faktycznie funkcję pełnił Kacprzyk jako koordynator SOR-u. - Leczenie ludzi to jest skomplikowana sprawa. To nie jest tylko kontrola parametrów - oceniła. Z jej relacji wynika też, że prezes szpitala miała czasem towarzyszyć mu, gdy podczas dyżuru wychodził i zajmował się działalnością polityczną.

Ten sam personel miał słyszeć również o specjalnej ścieżce dla VIP-ów na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym. Lekarka powiedziała "Faktowi", że 18 czerwca pielęgniarki dwa razy dostały SMS-y z poleceniem, by nie wypowiadać się o sprawie, a przewodnicząca związków zawodowych miała do nich dzwonić z podobnym przekazem. Redakcja wysłała pytania do Szpitala Południowego i warszawskiego ratusza, ale do czasu publikacji nie otrzymała odpowiedzi.

Wybrane dla Ciebie