Jak opisuje Wyborcza.pl, atak wydarzył się 30 lipca w parku przy ul. Jeździeckiej i Jana Pawła II. Pięciu nastolatków (byli pod wpływem alkoholu) zaczepiło czterech 14-latków grających w planszówki w altanie. Jednemu z chłopców mieli grozić nożem.
Poszkodowany to 14-letni Andriej. Chłopiec usłyszał, że nie przeżyje spotkania z nastolatkami. Chwilę później grupa zabrała mu rower i oddała po kilku minutach - był pocięty i połamany: odcięto m.in. siodełko, opony i uchwyty.
Do zdarzenia doszło w biały dzień, gdy kilkadziesiąt metrów dalej bawiły się inne dzieci. Ok. godz. 15.30 nastolatkowie zadzwonili na policję, ale ich zgłoszenie miało zostać zignorowane. Sytuacja zmieniła się dopiero, gdy na numer alarmowy zadzwoniła mama jednego z chłopców. Jak czytamy, gdy patrol dotarł na miejsce - ponad godzinę później - "po agresorach zostały już jednak tylko puste butelki".
"Policji tutaj nie ma"
Mieszkańcy Starej Miłosnej mówią, że problem agresywnych zachowań młodzieży trwa od miesięcy. Wspominają o spożywaniu alkoholu, pobiciach, groźbach i dewastacjach.
Policji tutaj nie ma, komisariat w Wesołej pracę raczej pozoruje. Jak zgłaszasz awanturę w parku, to małolaty zdążą w łeb dać, skończyć pić, a tamtych nie ma - mówi "Wyborczej" pan Andrzej, mieszkaniec Starej Miłosnej.
Kolejny rozmówca portalu dodaje:
Trzy miesiące temu mój brat został pobity w tym miejscu. Wrócił do domu zalany krwią. Zwrócił uwagę dzieciakom, żeby nie dewastowali śmietników. Spotkała go za to kara.
Z jego relacji wynika, że pobity mężczyzna zadzwonił na policję, ale zgłoszenie zostało zignorowane.
Młodzi ludzie, którzy dają się we znaki okolicznym mieszkańcom, czują się bezkarni.
Nie mam nawet szczególnego żalu do tych młodych ludzi. To młodzi i głupi ludzie. Sam kiedyś byłem młody i robiłem głupoty. Ale oni dostają na to przyzwolenie od policji, której tu po prostu nie ma - przekonuje kolejny rozmówca "Wyborczej".
Mężczyzna zwrócił uwagę nastolatkom, gdy ci chcieli wyrwać znak drogowy. W odpowiedzi usłyszał, że "zrobią z nim porządek". Został też obrzucony puszkami. - Gdy powiedziałem, że zadzwonię na policję, stwierdzili, że mogę sobie dzwonić, bo oni i tak nikt nie przyjedzie - twierdzi rozmówca "Wyborczej".
Policja w Wesołej abdykowała. Zostaliśmy sami - mówi portalowi Sandra Borowiecka, aktywistka, która prowadzi zajęcia przygotowujące do egzaminów z języka polskiego na terenie dzielnicy Wesoła.
Odpowiedź służb
Stołeczne Centrum Bezpieczeństwa przekazało, że delegatura w dzielnicy Wesoła miała wiedzę o zakłócaniu porządku i piciu alkoholu w okolicach ul. Jeździeckiej 21. "Informacje te były przekazywane Policji oraz Straży Miejskiej m.st. Warszawy" - stwierdził kierownik SCB Andrzej Różycki. Z kolei Straż Miejska podała, że w pierwszych siedmiu miesiącach 2026 r. odnotowała 32 zgłoszenia dotyczące rejonu altany, o której wspominają okoliczni mieszkańcy.
Obecnie park w rejonie ulic Jeździeckiej i Jana Pawła II jest cyklicznie kontrolowany przez strażników miejskich z VII Oddziału Terenowego w ramach tzw. kontroli miejsca zagrożonego. (...) - przekazał portalowi referat prasowy Straży Miejskiej.
Zaznaczył też, że "żadne zgłoszenie nie jest bagatelizowane, a działania podejmowane są adekwatnie do problemu, jaki został zgłoszony".
Policja odniosła się do sprawy, ale odpowiedziała na jedno z 11 zadanych pytań. - Policjanci KRP VII prowadzili czynności w związku ze zgłoszeniem dotyczącym kierowania gróźb wobec osoby małoletniej oraz uszkodzenia mienia w postaci roweru - poinformowała podkom. Monika Kaczyńska z Komendy Stołecznej Policji. Dodała, że funkcjonariusze ustalili 15-latka jako sprawcę, a materiał dowodowy trafi do Sądu Rodzinnego i Nieletnich.