Hospicjum to nie tylko ostatni etap. Pacjenci wracają do domu
W rozmowie opublikowanej przez "Fakt" lekarz i psycholożka z Puckiego Hospicjum pw. św. Ojca Pio tłumaczą, że słowa o chęci zakończenia życia najczęściej oznaczają prośbę o ulgę, a nie realne pragnienie śmierci. Podkreślają też, że medycyna paliatywna ma dziś wiele sposobów na ograniczenie cierpienia, a pobyt w hospicjum stacjonarnym nie zawsze trwa do końca życia.
Pracownicy Puckiego Hospicjum mówią, że deklaracje w rodzaju "nie chcę już tak żyć" pojawiają się w rozmowach z pacjentami regularnie. Jak wyjaśniają w materiale "Faktu", większość takich słów jest wołaniem o pomoc: o zmniejszenie bólu, o obecność drugiej osoby albo o zauważenie, jak duże jest cierpienie chorego. Dlatego takich zdań nie można bagatelizować ani odsuwać od siebie.
Psycholożka Joanna Bożek-Deutsch podkreśla, że po dotarciu do źródła lęku i bólu podobne komunikaty często znikają. To ważne także dlatego, że w przestrzeni publicznej wraca temat eutanazji. W Polsce eutanazja jest nielegalna i grozi za nią do pięciu lat więzienia, natomiast prawo dopuszcza przerwanie uporczywej terapii, czyli działań, które nie poprawiają stanu pacjenta i jedynie przedłużają jego cierpienie.
Medycyna paliatywna ma więcej możliwości, niż wielu sądzi
Lek. Marcin Kaźmirski, związany z Puckim Hospicjum od 13 lat, tłumaczy, że opieka paliatywna obejmuje osoby nieuleczalnie chore, najczęściej z chorobami nowotworowymi, neurologicznymi i kardiologicznymi. Zadaniem zespołu jest rozpoznanie objawów i ich łagodzenie. Chodzi nie tylko o ból, ale też o duszność, nudności, brak apetytu, bezsenność czy problemy z ranami i odleżynami.
Do dyspozycji medyków są leki, tlenoterapia, drobne zabiegi przynoszące ulgę, rehabilitacja i pielęgnacja. W najtrudniejszych przypadkach stosuje się także blokady nerwów oraz analgosedację, nazywaną też sedacją paliatywną. Lekarz zaznacza, że wcześniej personel omawia takie postępowanie z pacjentem i jego bliskimi. Celem nie jest skrócenie życia, lecz opanowanie cierpienia, którego nie da się już złagodzić innymi metodami.
Hospicjum stacjonarne nie zawsze oznacza pobyt do końca
Jednym z najmocniej utrwalonych skojarzeń jest przekonanie, że z hospicjum się nie wychodzi. Z relacji lekarza wynika jednak, że wielu pacjentów co miesiąc wraca do domu. Jeśli po kilku tygodniach albo miesiącach stan chorego się poprawia, możliwy jest wypis i dalsza opieka w hospicjum domowym albo w poradni medycyny paliatywnej.
To, jaka forma pomocy będzie najlepsza, zależy od stanu pacjenta, nasilenia objawów oraz możliwości opieki po stronie rodziny. Bliscy najczęściej pytają, czy chory będzie cierpiał, jak będzie wyglądała opieka i czy odwiedziny będą możliwe. Zespół hospicjum rozmawia z nimi także o granicach leczenia i o tym, kiedy dalsza uporczywa terapia przestaje mieć sens medyczny.
Rozmowa o śmierci pomaga pacjentom i rodzinom
Joanna Bożek-Deutsch zwraca uwagę, że cierpienie i umieranie nie powinny pozostawać tematem tabu. Jej zdaniem milczenie tylko wzmacnia strach, a spokojna rozmowa pozwala go oswoić. Dotyczy to również dzieci. W Puckim Hospicjum działa grupa wsparcia dla dzieci po śmierci rodzica, a psychologowie i terapeuci pracują równolegle z najmłodszymi i ich opiekunami.
Psycholożka podkreśla też, że rodzina potrzebuje wsparcia tak samo jak pacjent. Bliscy często zmagają się ze zmęczeniem, poczuciem winy i żałobą antycypacyjną, czyli przeżywaniem straty jeszcze przed śmiercią chorego. W takich sytuacjach najważniejsza bywa zwykła obecność. - Jestem tu z tobą - taką prostą deklarację psycholożka uznała za jedno z najważniejszych zdań, jakie można dać osobie ciężko chorej.
W hospicjum, obok trudnych rozmów, są też chwile bliskości i radości. Pacjenci wspominają dawne wydarzenia, oglądają zdjęcia i śmieją się z rodzinnych historii. Dla wielu bliskich te momenty później stają się ważnym oparciem w żałobie. Sami pracownicy przyznają, że taka praca uczy pokory, empatii i większego doceniania codziennych spraw, które łatwo przeoczyć.