Hantawirus na statku wycieczkowym. On był "pacjentem zero"
Leo Schilperoord ma być "pacjentem zero" na statku wycieczkowym Hondius. Holenderski ornitolog i jego żona byli zakażeni hantawirusem, który jest przenoszony przez gryzonie. Mieli zarazić się w Argentynie, a oboje zmarli w odstępie kilkunastu dni.
Na luksusowym statku Hondius, który wypłynął na początku kwietnia, było około 150 pasażerów z 23 krajów. "Pacjentem zero", który miał zapoczątkować ognisko zakażeń hantawirusem, miał być 70-letni ornitolog Leo Schilperoord i jego żona Miriam - podaje "New York Post".
Para była w trakcie pięciomiesięcznej wyprawy po Ameryce Południowej i pochodziła z holenderskiego Haulerwijk, niewielkiej miejscowości liczącej ok. 3 tys. mieszkańców. Informacje o ich śmierci pojawiły się w nekrologach opublikowanych w lokalnym magazynie - dodaje amerykański serwis.
Schilperoord i jego żona przylecieli do Argentyny 27 listopada. Później podróżowali także przez Chile i Urugwaj, by pod koniec marca znów znaleźć się w Argentynie. Wtedy zaplanowali kolejną wyprawę związaną z obserwacją ptaków.
W nekrologach przypomniano, że ptaki były ich pasją od lat: w 1984 r. współtworzyli artykuł naukowy o gęsiach krótkodziobych w holenderskim magazynie ornitologicznym "Het Vogeljaar". Wspominano też ich wcześniejsze wyprawy, m.in. prywatną, 12-dniową wycieczkę przyrodniczą na Sri Lance w 2013 r., którą opisywali jako "niezapomnianą".
Po powrocie do Argentyny 27 marca para pojechała na wysypisko śmieci ok. cztery mile od Ushuaia. Ich celem był rzadki gatunek – karakara białogardła. Argentyńskie władze podejrzewają, że właśnie tam małżeństwo mogło wdychać cząstki pochodzące z odchodów długoogonowych karłowatych szczurów ryżowych, które mogą przenosić andyjską odmianę hantawirusa.
Na statku było łącznie 112 innych osób. Większość to obserwatorzy ptaków lub naukowcy. 6 kwietnia Leo Schilperoord zgłosił objawy: gorączkę, ból głowy, ból żołądka oraz biegunkę. Zmarł na statku pięć dni później. Mirjam opuściła statek razem z ciałem męża. Następnie poleciała do RPA i miała kontynuować podróż do Holandii. Kobieta nie została jednak dopuszczona do lotu. Zasłabła na lotnisku i zmarła następnego dnia - dodaje "NY Post".
Światowa Organizacja Zdrowia wykluczyła możliwość rozwoju choroby na skalę pandemii koronawirusa. Oficjalnie potwierdzono pięć przypadków zakażenia hantawirusem andyjskim wśród pasażerów statku. Służby starają się jednak odnaleźć wszystkich podróżujących statkiem.