Irański opozycjonista: reżim w Teheranie wyjdzie z wojny silniejszy
Irański opozycjonista Roozbeh Farahanipour uważa, że wojna wzmocniła władze w Teheranie. W rozmowie z PAP dodał, że pokój i tak jest lepszy niż kolejne ofiary cywilne.
Najważniejsze informacje
- Roozbeh Farahanipour ocenił, że wojna umocniła Islamską Republikę i opóźniła ruch wolnościowy w Iranie.
- Opozycjonista podkreślił, że zakończenie walk było lepsze niż dalsza śmierć cywilów.
- Według działacza wielu Irańczyków w USA popierało atak, ale on sam krytycznie ocenia postawę Donalda Trumpa.
Roozbeh Farahanipour mieszka w Los Angeles, gdzie działa duża irańska diaspora. Opozycjonista od lat występuje przeciwko władzom w Iranie. PAP powiedział, że zawarte porozumienie nie było dobrym rozwiązaniem dla przeciwników Islamskiej Republiki, ale zakończenie walk uznaje za konieczne, bo dalsza wojna oznaczałaby kolejne ofiary wśród cywilów.
Założyciel partii Marz-e Por Gohar ocenia, że konflikt nie przybliżył zmiany władzy w Teheranie. Jego zdaniem stało się odwrotnie: reżim dostał więcej przestrzeni do działania, a opozycja musi teraz odbudować siły.
Hegseth zagroził krajom NATO. USA zrobi przegląd wojsk w Europie
Jestem pewien, że ta wojna uczyniła Islamską Republikę znacznie silniejszą i bardziej brutalną oraz mocno opóźniła ruch wolnościowy - powiedział w rozmowie z PAP.
Dlaczego wojna nie przyspieszyła zmian w Iranie
Opozycjonista podkreślił, że od początku sprzeciwiał się interwencji USA i Izraela, choć sam uciekł z Iranu z wyrokiem śmierci i dostał w Stanach Zjednoczonych azyl polityczny. Jak zaznaczył, wojna prowadzona po to, by obalić reżim w innym kraju, nie jest właściwą drogą.
Wojna prawie nigdy nie przynosi demokracji - podkreślił
Farahanipour wskazał też trzy skutki wojny. Według niego reżim zyskał dodatkowy pretekst do prześladowania opozycji, cywile po obu stronach ponieśli śmierć, a zamknięcie cieśniny Ormuz uderzyło w gospodarkę. Mówił, że odczuły to również amerykańskie małe firmy, w tym jego restauracje przy Westwood Boulevard w dzielnicy Tehrangeles.
Irańska diaspora w USA była podzielona
Według działacza środowisko Irańczyków w USA nie mówiło jednym głosem. Część diaspory, zwłaszcza sympatycy syna obalonego szacha Rezy Pahlawiego, popierała amerykański atak i liczyła na szybki upadek władz w Teheranie.
Wielu ludzi przekonywało mnie, że reżim już się chwieje, że jego upadek jest już za rogiem. Wielu ludzi przekonywało mnie, że reżim już się chwieje, że jego upadek jest już za rogiem. Wielu tutaj świętowało, kiedy Chamenei został zabity. Ale ja im mówiłem: Islamska Republika to nie jest jedna osoba, to nie jest tylko Chamenei. To cały bezlitosny system, który został zbudowany, żeby tylko przetrwać - stwierdził opozycjonista w rozmowie z PAP.
Farahanipour przyznał też, że sam popierał Donalda Trumpa i dlatego tym bardziej krytycznie ocenia jego decyzję. Przypomniał, że jeszcze w styczniu amerykański prezydent zachęcał Irańczyków do dalszych protestów, lecz późniejsza wojna, w jego ocenie, nie poprawiła ich sytuacji.
Jako jego zwolennik, zawsze myślałem, że prezydent Trump nie popiera wojen. Okazało się inaczej - podsumował.