Jagoda Gancarek zginęła w wypadku. Tak mówiła o lataniu
Nie żyje Jagoda Gancarek. Balonowa mistrzyni Polski zginęła w wypadku podczas lotu balonem w Zielonej Górze. Na co dzień prowadziła akcje gaśnicze z powietrza. - Adrenalina jest, ale po pierwsze po prostu się działa - mówiła tragicznie zmarła lotniczka w rozmowie z TOK FM.
Informację o śmierci Jagody Gancarek potwierdził Aeroklub Ziemi Lubuskiej. Kobieta zginęła w tragicznym wypadku w Zielonej Górze. Doszło do niego w poniedziałek (9 marca) ok. godz. 8:00. W trakcie lotu balon, którym leciała Gancarek, miał zahaczyć o jeden z bloków. 28-latka wypadła z kosza na dach jednego z budynków. Jej życia nie udało się uratować.
Jagoda realizowała swoje pasje jako instruktorka samolotowa. Latała też jako pilot samolotów przeciwpożarowych. Miała duże doświadczenie lotnicze i tym doświadczeniem dzieliła się z innymi. W ubiegłym roku Jagoda zdobyła tytuł Mistrzyni Polski Kobiet na XI Balonowych Mistrzostwach Kobiet w Nałęczowie - napisali przyjaciele z lubuskiego aeroklubu we wpisie na Instagramie.
We wrześniu 2025 roku Gancarek udzieliła wywiadu stacji TOK FM. W rozmowie mówiła, że "nie czuje się twardzielką" i podkreślała, że jest częścią "męskiego świata, w którym kobiety mają ostatnio coraz większą siłę przebicia".
Mówiła też o swojej pasji do latania. Podkreślała, że latanie balonem znacznie różni się od latania szybowcem.
Samo latanie jest cudowne. W szybowcu jest cisza i spokój. Człowiek zostaje sam ze swoimi myślami. To jest wspaniałe uczucie - mówiła Gancarek w rozmowie z TOK FM.
Na co dzień balonowa mistrzyni Polski zajmowała się gaszeniem pożarów z powietrza. W rozmowie z TOK FM kobieta podkreślała, że takie latanie to źródło adrenaliny, ale też nastawiała się na konkretne działanie.
Loty gaśnicze przeważnie są krótkie, w zależności od lokalizacji pożaru i tego, gdzie mamy lądowisko, by nabrać wody. Czasami trwają pięć lub dziesięć minut, czasem są półgodzinne, choć w tym roku mieliśmy też sytuację, że przez trzy godziny, na trzy samoloty, gasiliśmy las w pobliżu linii kolejowej. [...] Adrenalina jest, ale po pierwsze po prostu się działa - podkreślała tragicznie zmarła lotniczka.