Katastrofa promu Jan Heweliusz to jedno z najbardziej tragicznych wydarzeń w historii polskiej żeglugi powojennej. W nocy z 13 na 14 stycznia 1993 roku na wzburzonym Bałtyku zginęło 55 osób. Do dziś sprawa ta budzi ogromne emocje, pytania i kontrowersje.
W feralny rejs prom wyruszył 13 stycznia 1993 roku ze Świnoujścia do szwedzkiego portu Ystad. Na pokładzie znajdowało się 64 ludzi – członkowie załogi oraz pasażerowie, głównie kierowcy ciężarówek. Prom przewoził także wagony kolejowe i samochody ciężarowe.
Już przed wypłynięciem warunki pogodowe na Bałtyku były bardzo trudne. Prognozy zapowiadały silny sztorm, jednak rejsu nie odwołano – decyzja ta stała się później jednym z kluczowych punktów sporów.
WIDEOGrób kapitana Andrzeja Ułasiewicza
W nocy Bałtyk pokazał swoje najgroźniejsze oblicze. Wiatr osiągał siłę nawet 12° w skali Beauforta, a fale przekraczały 6 metrów wysokości. Około godziny 4:30 nad ranem prom zaczął przechylać się na prawą burtę.
Najprawdopodobniej doszło do przesunięcia i zerwania mocowań ładunku – ciężkie wagony i samochody zaczęły się przemieszczać. Przechył szybko się pogłębiał, a stateczność jednostki została dramatycznie naruszona.
O godzinie 5:12 Jan Heweliusz przewrócił się do góry dnem i zatonął na północ od Rugii. Cała tragedia rozegrała się w ciągu kilkunastu minut, w ciemności, mrozie i potężnym sztormie, co praktycznie uniemożliwiło samodzielną ewakuację.
Akcja ratunkowa. Dramatyczna walka z czasem
Sygnał alarmowy został odebrany przez niemieckie służby ratownicze. Do akcji natychmiast skierowano statki ratownicze, śmigłowce i jednostki pomocnicze z Niemiec, Danii i Polski.
Warunki pogodowe były jednak skrajnie niebezpieczne – silny wiatr, wysoka fala i niska temperatura wody sprawiały, że każda minuta decydowała o życiu lub śmierci. Rozbitkowie, którzy znaleźli się w wodzie, mieli niewielkie szanse na przeżycie dłużej niż kilka minut.
Uratowano zaledwie 9 osób. Pozostałe 55 zginęło – część utonęła, inni zmarli z wychłodzenia.
Po katastrofie rozpoczęły się wieloletnie śledztwa i analizy, które ujawniły szereg nieprawidłowości. Wśród najczęściej wskazywanych przyczyn wymienia się:
- zły stan techniczny promu, w tym problemy z systemami stabilizacyjnymi,
- nieprawidłowe zabezpieczenie ładunku, który mógł się przemieścić podczas sztormu,
- decyzję o wypłynięciu mimo ekstremalnych prognoz pogody,
- błędy proceduralne i organizacyjne po stronie armatora.
Rodziny ofiar przez lata walczyły o uznanie winy i odszkodowania. Sprawa była wielokrotnie umarzana i wznawiana, a wyroki sądów nie przyniosły jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, kto ponosi bezpośrednią odpowiedzialność.