Katastrofa promu Jan Heweliusz. Wszystko, co musisz wiedzieć
Historia katastrofy promu Jan Heweliusz wróciła do szerokiej świadomości społecznej za sprawą serialu dokumentalnego dostępnego na platformie Netflix. Produkcja szybko stała się jednym z najchętniej oglądanych tytułów w Polsce, trafiając do czołówki rankingów oglądalności i wywołując ogromną dyskusję w mediach oraz wśród widzów.
Katastrofa promu Jan Heweliusz to jedno z najbardziej tragicznych wydarzeń w historii polskiej żeglugi powojennej. W nocy z 13 na 14 stycznia 1993 roku na wzburzonym Bałtyku zginęło 55 osób. Do dziś sprawa ta budzi ogromne emocje, pytania i kontrowersje.
W feralny rejs prom wyruszył 13 stycznia 1993 roku ze Świnoujścia do szwedzkiego portu Ystad. Na pokładzie znajdowało się 64 ludzi – członkowie załogi oraz pasażerowie, głównie kierowcy ciężarówek. Prom przewoził także wagony kolejowe i samochody ciężarowe.
Już przed wypłynięciem warunki pogodowe na Bałtyku były bardzo trudne. Prognozy zapowiadały silny sztorm, jednak rejsu nie odwołano – decyzja ta stała się później jednym z kluczowych punktów sporów.
Grób kapitana Andrzeja Ułasiewicza
W nocy Bałtyk pokazał swoje najgroźniejsze oblicze. Wiatr osiągał siłę nawet 12° w skali Beauforta, a fale przekraczały 6 metrów wysokości. Około godziny 4:30 nad ranem prom zaczął przechylać się na prawą burtę.
Najprawdopodobniej doszło do przesunięcia i zerwania mocowań ładunku – ciężkie wagony i samochody zaczęły się przemieszczać. Przechył szybko się pogłębiał, a stateczność jednostki została dramatycznie naruszona.
O godzinie 5:12 Jan Heweliusz przewrócił się do góry dnem i zatonął na północ od Rugii. Cała tragedia rozegrała się w ciągu kilkunastu minut, w ciemności, mrozie i potężnym sztormie, co praktycznie uniemożliwiło samodzielną ewakuację.
Akcja ratunkowa. Dramatyczna walka z czasem
Sygnał alarmowy został odebrany przez niemieckie służby ratownicze. Do akcji natychmiast skierowano statki ratownicze, śmigłowce i jednostki pomocnicze z Niemiec, Danii i Polski.
Warunki pogodowe były jednak skrajnie niebezpieczne – silny wiatr, wysoka fala i niska temperatura wody sprawiały, że każda minuta decydowała o życiu lub śmierci. Rozbitkowie, którzy znaleźli się w wodzie, mieli niewielkie szanse na przeżycie dłużej niż kilka minut.
Uratowano zaledwie 9 osób. Pozostałe 55 zginęło – część utonęła, inni zmarli z wychłodzenia.
Po katastrofie rozpoczęły się wieloletnie śledztwa i analizy, które ujawniły szereg nieprawidłowości. Wśród najczęściej wskazywanych przyczyn wymienia się:
- zły stan techniczny promu, w tym problemy z systemami stabilizacyjnymi,
- nieprawidłowe zabezpieczenie ładunku, który mógł się przemieścić podczas sztormu,
- decyzję o wypłynięciu mimo ekstremalnych prognoz pogody,
- błędy proceduralne i organizacyjne po stronie armatora.
Rodziny ofiar przez lata walczyły o uznanie winy i odszkodowania. Sprawa była wielokrotnie umarzana i wznawiana, a wyroki sądów nie przyniosły jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, kto ponosi bezpośrednią odpowiedzialność.