Kimmel zalał się łzami. Ostra reakcja na zastrzelenie pielęgniarza przez ICE
Jimmy Kimmel w bardzo emocjonalny sposób zareagował na tragiczne zajście z udziałem funkcjonariuszy ICE w Minneapolis, podczas którego zastrzelony został pielęgniarz Alex Pretti.
Jimmy Kimmel łamiącym głosem na wizji
Podczas poniedziałkowego odcinka programu "Jimmy Kimmel Live", gospodarz wyraził swoje zaniepokojenie oraz smutek związany z wydarzeniami w Minneapolis. Kimmel odniósł się do sytuacji, w której agenci ICE zastrzelili Alex Prettiego, pielęgniarza. - Spędziłem weekend, jak prawdopodobnie wielu z was, patrząc na telefon i po prostu czując się zszokowany i chory na to, co dzieje się w Minneapolis - zaczynał swój monolog Kimmel.
Gwałtowne sceny na ulicach
Kimmel nie szczędził słów krytyki wobec działań funkcjonariuszy ICE. Z emocją mówił o ludziach rozdzielanych od swoich rodzin, o dzieciach doświadczających gazowania oraz o Amerykanach wyciąganych z samochodów za "przestępstwo posiadania akcentu". - Dzieci, małe dzieci, dzieci... są gazowane, trafiają do aresztu, oddzielone od rodziców – podkreślał prowadzący.
Krytyka funkcjonariuszy
Prezenter nie przebierał w słowach, nazywając funkcjonariuszy ICE bezwzględnymi zbirami. - I to właśnie są: są zbirami popełniającymi podłe, bez serca, a nawet czyny przestępcze. Oglądanie jest obrzydliwe i frustrujące – stwierdził Kimmel.
Hollywood kontra Trump
Wezwanie do rozsądku
Kimmel zwrócił się także do osób, które popierają obecny porządek. Zapytał retorycznie: "Czy to jest prawo i porządek, na które głosowałeś? Gdzie są rozsądne głosy po prawej?". Zaapelował o odwagę i zdrowy rozsądek po stronie konserwatystów.
Osobiste powiązania
Wydarzenia w Minneapolis mają również osobisty wpływ na Kimmela, gdyż jego rodzina mieszka w tym mieście. - Boją się zabrać swoje dzieci do szkoły. Boją się iść do pracy – wyznał gospodarz, podkreślając strach, który dotyka nie tylko jego bliskich, ale i osoby, które nie są białe.