Kolejne miasto zmieni prezydenta? Radny mówi głośno o referendum
Po odwołaniu Aleksandra Miszalskiego, byłego już prezydenta Krakowa, opozycyjni radni kolejnych miast zaczynają coraz częściej mówić o zmianie włodarzy. Tak jest w Toruniu. Radny Michał Jakubaszek z PiS stwierdził w rozmowie z ototorun.pl, że nie obawia się używać słowa "referendum" w stosunku do prezydenta miasta Pawła Gulewskiego, reprezentującego KO.
W niedzielę (24 maja) mieszkańcy Krakowa odwołali prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Frekwencja przekroczyła wymagany próg (wyniosła 29,99 proc. przy progu 26,98 proc.), a wynik głosowania był miażdżący. 97,93 proc. głosujących opowiedziało się za odwołaniem urzędującego prezydenta, reprezentującego klub Koalicji Obywatelskiej.
Sukces referendum w Krakowie sprawił, że mieszkańcy kolejnych miast myślą o organizacji głosowań dotyczących odwołania swoich włodarzy. Głośno mówi się o tym m.in. w Rzeszowie, we Wrocławiu, w Kielcach, w Radomiu, w Chorzowie, w Łodzi, a ostatnio również w Toruniu.
Część mieszkańców grodu Kopernika uważa, że prezydent Paweł Gulewski (reprezentujący klub Koalicji Obywatelskiej) nie sprawdza się na swoim stanowisku. Opozycyjni radni wraz z niektórymi mieszkańcami otwarcie zarzucają prezydentowi Gulewskiemu chaotyczne zarządzanie miastem, plan wygaszania przedszkoli i oddziałów przedszkolnych, a także paraliż komunikacyjny związany z przeciągającymi się remontami dróg.
Dotychczas w Toruniu nie mówiło się jednak głośno o referendum odwoławczym. O możliwości podjęcia działań w kierunku odwołania Pawła Gulewskiego ze stanowiska wspomniał w rozmowie z dziennikarzami ototorun.pl radny Prawa i Sprawiedliwości, Michał Jakubaszek.
Prezydent Gulewski popełnia błąd za błędem. Coraz częściej słyszę, nawet wśród osób, które głosowały na pana Pawła Gulewskiego, takie stwierdzenie, że tego bardzo żałują [...]. Nie bałbym się również używania tego słowa na R. Bo słowo na R, czyli referendum, podobnie jak słowo na W, czyli wybory, to są tak naprawdę święta demokracji [...] Zniesmaczenie sposobem, w jaki prezydent zarządza tym miastem, rośnie - powiedział Jakubszek w rozmoie z ototorun.pl.
Radny PiS wspomniał też o temacie wygaszania przedszkoli. Zarzucił prezydentowi Gulewskiemu "brak dialogu z mieszkańcami". Dodajmy, że przedstawiciele toruńskiego magistratu bronią się przed zarzutami dotyczącymi wygaszania przedszkoli. Twierdzą, że na ten moment nie podjęto żadnych decyzji, a fałszywe są twierdzenia, że przedszkola będą likwidowane.
Aby ewentualne referendum odwoławcze prezydenta Pawła Gulewskiego było ważne, konieczne jest spełnienie warunki frekwencyjnego. Politolog, prof. Wojciech Peszyński przyznał w rozmowie z o2.pl, że ta nie musi być wysoka.
Aby odwołać prezydenta Torunia konieczna jest frekwencja na poziomie 25,89 proc. To dokładnie 36 296 osób, które muszą zaglosować aby wynik referendum odwoławczego w przypadku prezydenta był wiążący - wskazuje politolog z Wydziału Nauk o Polityce i Bezpieczeństwie UMK w Toruniu.
W Toruniu uprawnionych do głosowania jest łącznie 140 173 osób.