Kolejne śledztwo ws. Sebastiana M. Jest konkretny ruch prokuratury
Jak udało nam się ustalić, są pierwsze postępy w kolejnej sprawie dotyczącej Sebastiana M. Chodzi o ujawnioną przez nas w marcu 2026 roku rozmowę, w której niezidentyfikowana osoba zapewniała M., że ten wyjdzie na wolność. - Postępowanie toczy się w kierunku płatnej protekcji - ujawnia w rozmowie z o2.pl prok. Ewa Dziadczyk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie.
Prokuratura zdecydowała, że wszczęte zostanie kolejne postępowanie ws. Sebastiana M. Mężczyzna, który oskarżony jest o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym, zainteresował śledczych rozmową, którą przeprowadził telefonicznie w Areszcie Śledczym w Piotrkowie Trybunalskim we wrześniu 2025 roku.
W trakcie ujawnionej przez o2.pl rozmowy niezidentyfikowana dotąd osoba wzięła telefon od matki M. i zaczęła rozmawiać z oskarżonym. Rozmówca M. powoływał się na wpływy m.in. w Ministerstwie Sprawiedliwości i polskich służbach dyplomatycznych. Tajemniczy człowiek poinformował M., że "niedługo wychodzi na wolność". Za domniemane wypuszczenie oskarżonego z aresztu miał być odpowiedzialny tajemniczy "dyplomata".
Na dzień dzisiejszy podpisał minister sprawiedliwości, że jesteś wolnym człowiekiem. W sobotę było jakieś spotkanie dyplomatyczne i chcieli cię uwalić. Rozmawialiśmy z "Senegalem" i "Senegal" powiedział, że jesteś wolnym człowiekiem. "Adamas" pojechał do Hamburga załatwiać te sprawy. Pani sędzia wie, że wychodzisz na wolność, koniec kropka. Specjalnie z Warszawy leciał do ciebie dyplomata, żeby cię zwolnić - powiedział Sebastianowi M. jego rozmówca.
W rozmowie padło też nazwisko ministra Waldemara Żurka.
Jest zezwolenie oficjalne. Jesteś czysty. Wychodzisz na wolność, koniec kropka. Kwestia jest teraz tego, w co gra minister Żurek - przekazał mężczyzna.
Ostatecznie Sebastian M. pozostał w areszcie, a Sąd Rejonowy w Piotrkowie Trybunalskim (przed którym toczy się proces 35-latka) nałożył na niego zakaz odbywania rozmów telefonicznych. Sprawa będzie miała jednak dalsze konsekwencje.
Rozmową zajęli się śledczy z Prokuratury Okręgowej w Koszalinie. Z informacji o2.pl wynika, że prokurator prowadzący postępowanie zdecydował o oficjalnym wszczęciu śledztwa. Jest też wstępny kierunek prowadzenia działań.
Postępowanie toczy się w kierunku płatnej protekcji. Cały czas pozostaje w toku - przekazała o2.pl prok. Ewa Dziadczyk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie.
Czyn wskazany przez prokuraturę ścigany jest z urzędu, z art. 230 par. 1 Kodeksu karnego. Chodzi o bezprawne wywieranie wpływu na decyzję, działanie lub zaniechanie osoby pełniącej funkcję publiczną, w związku z pełnieniem przez nią tej funkcji. Kara za przestępstwo płatnej protekcji wynosi od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.
Prokuratura Okręgowa w Koszalinie nie ujawnia na razie szczegółów śledztwa. Nie wiadomo, jakie czynności w sprawie podjęli śledczy. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że szczegółowo analizowano rozmowę Sebastiana M. m.in. pod kątem dźwiękowym. Chodzi o ton głosu, umożliwiający rozpoznanie rozmówcy. Działania przeprowadziła Prokuratura Rejonowa w Piotrkowie Trybunalskim.
Na prośbę prokuratora referenta i dobro postępowania nie udzielę na obecnym etapie szczegółowych informacji o rodzaju zaplanowanych i wykonanych czynnościach - oficjalnie komentuje prok. Dziadczyk.
Sprawa Sebastiana M.
Sprawa rozmowy i płatnej protekcji nie jest jedynym problemem Sebastiana M. Mężczyzna pierwszy raz stanął przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim we wrześniu 2025 roku. 35-latek został oskarżony o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym na autostradzie A1. Doszło do niego 16 września 2023 roku między 338 i 339 kilometrem A1 (w pobliżu Piotrkowa Trybunalskiego).
Z ustaleń śledczych wynika, że prowadzone przez M. BMW 850i poruszało się po drodze z prędkością ponad 315 km/h i uderzyło w osobową Kię. Uderzenie było tak silne, że doszło do pożaru Kii. W zdarzeniu żywcem spłonęła trzyosobowa rodzina (dziecko oraz dwójka rodziców).
M. nie został zatrzymany przez służby zaraz po zdarzeniu. Umożliwiono mu wyjazd z Polski. Sprawa stała się głośna, gdy mężczyzna udał się do Niemiec, a następnie do Zjednoczonych Emiratów Arabskich (przez Turcję, gdzie dojechał drogą lądową). Do postawienia mężczyzny przed sądem konieczna była procedura ekstradycyjna. Ostatecznie M. został sprowadzony przez służby do Polski w maju 2025 roku. Za zarzucane przestępstwo oskarżonemu grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności.