oprac. Bogdan Kicka| 
aktualizacja 

Koszmar w przedszkolu. Dziewczynka została boleśnie poparzona

22

Historia z wrocławskiego przedszkola mrozi krew w żyłach. Choć nie wiadomo, co tak naprawdę się tam wydarzyło, jedno jest pewne: dziewczynka przeżyła koszmar.

Koszmar w przedszkolu. Dziewczynka została boleśnie poparzona
Mama przytula córkę. (Facebook)

Każda matka wysyłająca dziecko do przedszkola wierzy i z góry zakłada, że jej pociecha jest tam bezpieczna. W końcu jest pod opieką wykwalifikowanych opiekunek. Niestety, życie pisze różne scenariusze, o czym napisała na swoim profilu na Facebooku jedna z internautek.

9 lutego. To miał być dzień jak każdy inny. Tata zawiózł córkę do przedszkola Kids&Co przy ul. Wszystkich Świętych 5 we Wrocławiu. Dziewczynka o imieniu Solomia do placówki uczęszczała już blisko pół roku.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: Kielce. Dziecko spacerowało po parapecie.

Koszmar w przedszkolu

Około godziny 11:53 do ojca dziecka zadzwonił telefon. Jedna z opiekunek powiedziała, że "coś się stało" i zostało wezwane pogotowie. Zaniepokojeni rodzice natychmiast udali się na miejsce.

Po 10-15 minutach byliśmy na miejscu razem z karetką pogotowia. Miała czerwone nogi i pośladki, z jej nóg schodziła skóra i pojawiły się pęcherze. W przedszkolu powiedzieli, że zrobiła kupę. Zabrali ją pod prysznic, umyli i wtedy zobaczyli, że jej nogi były czerwone, dlatego do nas zadzwonili - opisuje na Facebooku mama dziewczynki.

Z wpisu dowiadujemy się, że ratownicy medyczni udzielili Solomii natychmiastowej pomocy. Dziewczynka i jej mama pojechały do szpitala na ul. Borowskiej. Tam dziecko trafiło po opiekę specjalistów, którzy opatrzyli jej rany.

W szpitalu spędziłyśmy 15 dni. W tym czasie miała 4 razy zmieniane bandaże w narkozie ogólnej i odcinany martwy naskórek. Dostała ogromną ilość środków przeciwbólowych i antybiotyków. Na jej ramionach nie było już miejsca na kolejne zastrzyki, więc po pewnym czasie założono jej cewnik na szyję - dodaje mama dziecka.

Obrażenia były na tyle poważne i obszerne - oparzenia drugiego stopnia, poparzone zostało 18% ciała - że przez pierwszy tydzień poruszanie się sprawiało Solomii masę bólu. Przez dwa tygodnie nie była w stanie chodzić.

Co tam się wydarzyło?

Pozostaje pytanie, co tak naprawdę doprowadziło do tak koszmarnego zdarzenia? Przyczyna na dzień dzisiejszy wciąż nie jest znana. Mówi się o przyczynie termicznej, ale lekarze nie wykluczają, że wina może leżeć na podłożu chemicznym. Specjaliści z chirurgi dziecięcej nie mają natomiast wątpliwości, że było to spowodowane czynnikiem zewnętrznym, a nie reakcją alergiczną.

Czy ktoś poniesie konsekwencje za to, co spotkało dziewczynkę?

Z tego co wiemy przedszkole kontynuuje swoją działalność. Nikt nie wie, co tak naprawdę się wydarzyło, dlaczego nasza córka została tak straszliwie poparzona w placówce. Nikt z przedszkola nie poinformował nas, co spowodowało oparzenia skóry, czy była to gorąca woda, czy chemikalia. I kto to zrobił. Nie uważamy już obiektu Kids&Co przy Wszystkich Świętych 5 za bezpieczne miejsce dla dzieci - kończy swój wpis matka dziecka.

Post został napisany w języku angielskim.

Trwa ładowanie wpisu:facebook
Oceń jakość naszego artykułu:

Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Zobacz także:
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem stronyKliknij tutaj, aby wyświetlić