Do dramatu mogło dojść po godzinie 15 w poniedziałek, 18 sierpnia w Łebie. Tego dnia, od samego rana, powiewała czerwona flaga, która oznacza całkowity zakaz kąpieli. Wysokie fale i silne prądy stwarzały realne zagrożenie dla życia. Jak się okazało, w odległości 300 metrów od kąpieliska strzeżonego do morza weszło kilka osób. Po chwili, zaledwie 100 metrów od brzegu, zaczęli walkę o życie. Sześcioosobowa grupa kolonistów zaczęła tonąć - piątka dzieci w wieku 11-13 lat oraz ich opiekun.
"Jesteśmy świadomi, że od największej tragedii w historii, te dzieciaki uratował cud" - informuje w mediach społecznościowych Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe z Gniewina. Jak czytamy w publikacji, w odpowiednim czasie zjawili się ratownicy, którzy prowadzili patrol na niestrzeżonej plaży.
Z relacji Gniewińskiego WOPR wynika, że patrol wezwał wsparcie i podjął akcję ratowniczą. Wszystkich udało się uratować, cała szóstka miała zachowane funkcje życiowe. W przypadku dwójki dzieci konieczna była jednak interwencja ratowników medycznych. Jedna z dziewczynek trafiła do szpitala. Z kolei opiekun oraz kierownik kolonii trafili w ręce policji.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
WIDEOWodny labirynt w polskim mieście. Świnoujście z lotu ptaka
Oficer prasowy Komendanta Powiatowego Policji w Lęborku w rozmowie z o2.pl potwierdza, że funkcjonariusze byli na miejscu zdarzenia. - Będziemy ustalać, jak doszło do tej sytuacji. Zbieramy materiały, przesłuchujemy świadków. Postępowanie jest prowadzone w kierunku art. 160 Kodeksu karnego - mówi nam asp. szt. Marta Szałkowska.
Wspomniany artykuł mówi o narażeniu człowieka na niebezpieczeństwo. Grozi za to kara pozbawiania wolności od trzech miesięcy do lat 5.
Tylko 17 sierpnia nad Bałtykiem utonęły dwie osoby, które zlekceważyły czerwoną flagę. O poranku w Sztutowie utonęła 69-letnia kobieta, zaś w Stegnie życie stracił 48-letni mężczyzna, który ratował córki.
Mateusz Kaluga, dziennikarz o2.pl