Krytykują śledztwo po tragicznym pożarze w barze. Mówią o zmowie
Prawnicy rodzin ofiar wytykają szwajcarskim władzom chaos na starcie postępowania po tragicznym pożarze w Crans-Montana. Wskazują na ryzyko zmowy i ograniczony zakres prowadzonych czynności.
Najważniejsze informacje
- Adwokaci mówią o chaotycznym początku śledztwa i zwrocie w sprawie aresztu dla współgospodarza baru.
- Wskazują na ryzyko zmowy i opóźnione zabezpieczenie telefonów małżeństwa Moretti.
- Tylko dwie autopsje przy co najmniej 40 ofiarach budzą sprzeciw pełnomocników rodzin.
Trwa dochodzenie w sprawie pożaru baru Le Constellation w Crans-Montana, w którym w noc sylwestrową zginęło co najmniej 40 osób. Na wczesnym etapie postępowania prawnicy stron skarżą się na decyzje prokuratury kantonu Valais. Jak podaje serwis bfmtv.com, listy z zastrzeżeniami trafiają do szwajcarskiej prokuratury. Wśród ponoszonych zarzutów były te dotyczące aresztu Jacques’a Morettiego, współwłaściciela baru.
Prawnicy dziwią się zmianie stanowiska ws. tymczasowego aresztu Morettiego. 4 stycznia w komunikacie władze sądowe przekazywały, że nie widzą przesłanek do zatrzymania ze względu na brak ryzyka ucieczki. Pięć dni później te same organy wnioskowały już o areszt, po przesłuchaniu dotyczącym "sytuacji osobistej” podejrzanego, które miało sugerować możliwość ucieczki.
40 osób zginęło w płomieniach. Rodziny chcą sprawiedliwości
Rodziny ofiar i ich prawnicy obawiają się również ryzyka "zmowy", czyli że para zarządzająca barem, Jacques i Jessica Moretti, mogą się porozumieć lub zniszczyć dowody.
Chaotyczny początek śledztwa
Mieszkanie pary oskarżonych oraz pomieszczenia baru zostały przeszukane. Ich sprzęt komputerowy i komputery zostały zabezpieczone 5 stycznia, jednak z jakiegoś powodu, którego prawnicy rodzin ofiar nie potrafią wyjaśnić, Jacques i Jessica Moretti mogli zachować swoje telefony komórkowe po tym pierwszym przeszukaniu.
Jeden z prawników wyraził swoje zaniepokojenie w ostro sformułowanym liście z 8 stycznia, do którego dotarła BFMTV. Nazywa początek śledztwa "chaotycznym" i domaga się w szczególności "zabezpieczenia telefonów i komputerów oskarżonych", aby móc zabezpieczyć zgromadzone na nich dane.
Jest prawdopodobne, jeśli nie pewne, że wymiana wiadomości, zarówno tekstowych, jak i głosowych na WhatsApp, w godzinach po tragedii, może okazać się kluczowa dla śledztwa – pisze jeden z prawników rodzin ofiar, cytowany przez bfmtv.com.
"Cenny czas został stracony" – ubolewał w innym liście prawnik w sprawie przejęcia telefonów, prosząc prokuratorów o szybsze działania zapobiegające zmowie – "wciąż są dowody do uratowania."
Kontrole gminy i tryb zbierania dokumentów
Wątpliwości budzą też wątki dotyczące gminy Crans-Montana. 6 stycznia przewodniczący rady gminy Nicolas Féraud przyznał na konferencji, że bar nie był kontrolowany od 2020 r., choć inspekcje powinny odbywać się co roku. Gminy na razie nie objęto zarzutami. Zamiast przeszukania zastosowano "nakaz złożenia" dokumentów, co oznacza, że urząd sam dostarczył materiały, które uznał za istotne. Jeden z adwokatów pisał 14 stycznia: „Nakaz złożenia bez kontroli nie wystarcza: konieczne jest przeszukanie pomieszczeń i zajęcie wszystkich komputerów oraz innych urządzeń”.
Autopsje ofiar i pytania o standard postępowania
Z danych przekazanych pełnomocnikom 14 stycznia wynika, że przy co najmniej 40 zgonach zlecono tylko dwie autopsje – na wniosek prawników rodzin, a decyzję wydano 13 stycznia, w przeddzień pogrzebów tych dwóch osób. Adwokaci pytają, czy można było z tego zrezygnować.
To nie jest normalne, bo w obliczu gwałtownych śmierci powinna to być standardowa operacja. To powinno zostać zrobione" – powiedział w piątek agencji AFP Jean-Luc Addor, jeden z dwóch prawników, którzy uzyskali sekcję zwłok.