Łukasz Żak grypserem? "To nie on decyduje"

Łukasz Żak został skazany na 20 lat więzienia. Śledczy sprawdzają, czy to on jest autorem grypsu, jaki znaleziono w areszcie w Siedlcach. Wiadomość miała być prośbą o dostarczenie m.in. dopalaczy. - Każdy próbuje wysyłać takie liściki - mówi o2.pl kryminolog Paweł Moczydłowski. Wskazuje, że do statusu "grypsera" Łukaszowi Żakowi jeszcze bardzo daleko.

Od lewej: Łukasz Żak, Paweł Moczydłowski (w kółku)Od lewej: Łukasz Żak, Paweł Moczydłowski (w kółku)
Źródło zdjęć: © AKPA, PAP | Paweł Nowak
Rafał Strzelec

Łukasz Żak został skazany na 20 lat więzienia za spowodowanie wypadku na Trasie Łazienkowskiej, w którym zginął ojciec rodziny, a jego żona i dzieci zostały ranne. Poszkodowana była również była dziewczyna 28-latka, Paulina K. Mężczyzna prowadził auto marki Volkswagen Arteon, będąc pod wpływem alkoholu. Po zdarzeniu z pomocą kolegów uciekł do Niemiec. Ostatecznie został jednak zatrzymany i trafił do Polski.

Już wcześniej sąd nakładał na Łukasza Żaka aż pięciokrotnie zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Jak przypomniał portal Zero.pl, 28-latek był w przeszłości karany za przestępstwa narkotykowe, oszustwa, niszczenie mienia oraz groźby karalne

Prokuratura Rejonowa w Siedlcach tymczasem nadal prowadzi postępowanie dotyczące ujawnienia grypsu i telefonu w Zakładzie Karnym w Siedlcach, gdzie przebywał Łukasz Żak.

"Funkcjonariusze Zakładu Karnego w Siedlcach ujawnili ponadto tzw. gryps, z którego treści wynika, że jego autorem mógł być Łukasz Żak. Z treści tej wiadomości można wnioskować, że stanowiła ona próbę pozyskania substancji niedozwolonych w postaci sterydów anabolicznych oraz 'dopalaczy" - przekazywała nam prokuratura.

Przypomnijmy, że wiadomość, którą ujawniła prokuratura podczas procesu, brzmiała: "Ogarnij mi to, o co cię prosiłem, przez adwokatkę, tego antka i pszczółkę". "Antek" oznacza w więziennej grypserze amfetaminę. Z kolei "pszczółka" to mefedron.

Łukasz Żak grypserem? Ekspert rozwiewa wątpliwości

Czy Łukasza Żaka można by na podstawie obecnych doniesień z aresztu zakwalifikować jako grypsera - osobę należącą do więziennej subkultury, która przestrzega więziennych zasad, hierarchii, a przez to stoi wyżej niż więźniowie niegrypsujący?

To nie Łukasz Żak decyduje o tym, czy zostanie uznany za grypsującego. On może kierować się wartościami grypsery i wyrażać chęć uczestnictwa w niej, ale to środowisko decyduje, czy zostanie do niego przyjęty, czy nie - wskazuje w rozmowie z o2.pl dr Paweł Moczydłowski, kryminolog i ekspert więziennictwa.

- Warto pamiętać, że Żak wnosi pewien bagaż związany z czynem, jakiego się dopuścił. W kryminale powodzeniem może cieszyć się złodziej, który napadł na bank, miał dużą kasę, wykazał się jakimiś umiejętnościami. A Żak? Dokonał czynu zupełnie nieracjonalnego, skrzywdził innych ludzi, zrobił głupio i żadnej korzyści z tego nie odniósł. Znając zasady grypsery, uważam, że to nie jest coś, na czym można sobie zbudować pozycję w tym świecie. Moim zdaniem nie ma na razie szans na uznanie w społeczności grypsujących, choć oczywiście wszystko może się zdarzyć - dodaje ekspert.

Jak zauważa Moczydłowski, wyrok jest jeszcze nieprawomocny, dlatego jego zdaniem Żak w rzeczywistości więziennej nie zaistniał w pełni. - W tej chwili myślenie o tym, że został grypserem, jest zupełnie niezasadne - uważa Moczydłowski. - Dodatkowo jego aspiracje do uczestniczenia w grypserze, czyli w alternatywnym systemie wartości, będącym w opozycji do prawa, instytucji wymiaru sprawiedliwości, do praworządności, potwierdzają jego negatywny stosunek do uznanych w społeczeństwie norm. To źle rokuje dla jego przyszłej resocjalizacji i jakichkolwiek szans na warunkowe zwolnienie - uważa ekspert.

Zapytaliśmy również Pawła Moczydłowskiego, co sądzi o informacjach podawanych przez prokuraturę na temat grypsu z aresztu.

- Każdy próbuje wysyłać takie liściki. Choć obecnie jest to staromodne, bo istnieje możliwość przekazania ich przez pośredników w trakcie widzeń, przez osoby opuszczające zakład karny, przez kontakt telefoniczny, to jednak nadal można się spotkać z tym, że ktoś używa grypsów do komunikowania się ze światem zewnętrznym. Dziwię się jednak, że prokuratura ujawnia takie informacje, przypisując danej osobie nie do końca potwierdzone pisanie grypsów. Nie rozumiem tego. Generalnie Służba Więzienna nie powinna upubliczniać informacji niepotwierdzonych - wskazuje Paweł Moczydłowski.

Coraz mniej wiadomości o Żaku. "Zacznie marnieć"

Od wyroku dla Łukasza Żaka minął już miesiąc. Coraz rzadziej jego osoba pojawia się na stronach portali, gazet, nie wspominając o radiu czy telewizji. Zapytaliśmy eksperta, czy zmniejszone zainteresowanie mediów może wpływać na 28-latka.

- On zacznie marnieć, kiedy zrozumie, że jest po prostu jednym z 70 tysięcy więźniów osadzonych w Polsce. Z pewnością, dowiadując się, jak mocno przebił się na pierwsze strony i jak wszystkie media o nim mówiły, czerpał z tego pewną pożywkę dla swojego narcyzmu. To była na pewno karma, którą żył. Dobrze jest więc powiedzieć, że ten czas właśnie się dla niego kończy - że był, że tak powiem, aktorem występującym wręcz w pewnym przesyceniu w mediach. Myślę zresztą, że będzie to jeden z powodów, dla których w obecnej sytuacji dopadnie go depresja - uważa Moczydłowski.

Ekspert ocenia, że Żak teraz próbuje się otrząsnąć po wyroku z 18 lipca. - Moim zdaniem tym wyrokiem rzeczywiście został mocno uderzony i jest w szoku, nie wie, jak się odnaleźć w nowej sytuacji. Jeszcze nie rozumie co się stało, nie rozumie wyroku, nie akceptuje go i ma potrzebę zidentyfikowania się - na złość wymiarowi sprawiedliwości - z jakimś przeciwnym mu systemem wartości. Takie niedojrzałe "na złość mamie odmrożę sobie uszy" Przy takiej narcystycznej postawie, przy tak swobodnie ogłaszanej pogardzie dla sądu i prawa, którą zademonstrował, wydaje mi się to nawet naturalnym mechanizmem obronnym z jego strony - wskazuje kryminolog.

Dr Paweł Moczydłowski uważa, że dotychczasowe zachowanie Żaka choćby na sali sądowej nie rokuje dobrze jeśli chodzi o jego resocjalizację.

- On prezentuje bardzo mało empatyczną postawę do ofiar przestępstwa, do ich rodzin i słabe zrozumienie dla towarzyszącej temu krytyki opinii publicznej do tego, co zrobił. Jest wyraźnie skoncentrowany na sobie i kombinuje, jak ocalić przekonanie o własnej wyjątkowości. Nie chce przyjąć do wiadomości tego, co stało się na sali sądowej, i nie jest gotowy zmierzyć się z tym, co zrobił. Ten negatywny stosunek do norm społecznych i brak empatii bardzo źle rokują jego resocjalizacji - uważa Moczydłowski.

- Z drugiej strony przypuszczam, że ta narcystyczna, pełna pogardy dla norm społecznych postawa przykrywa jego wewnętrzną słabość. W pewnym momencie pewnie to pęknie i wtedy będzie mógł potrzebować poważnego wsparcia psychologicznego. Oczywiście jego życie w więzieniu może się różnie potoczyć. Nie wykluczam, że z czasem się zmieni i zrozumie swoje położenie. Na razie jednak to, co demonstruje, jest dla niego drogą do bardzo poważnych problemów - podsumowuje.

Wybrane dla Ciebie