Mąż Sary odsiaduje długi wyrok. Pierwszy taki przypadek w polskim więzieniu

Śluby za kratami to więzienna codzienność, ale procedury in vitro zdarzają się sporadycznie. Jednak sytuacja, w której skazany odbywający wieloletni wyrok jedzie w asyście uzbrojonych funkcjonariuszy do szpitala, by po cesarskim cięciu kangurować swoje nowo narodzone dziecko, nie miała dotąd precedensu w polskich zakładach karnych. Ta niecodzienna historia wydarzyła się w Zakładzie Karnym w Czarnem.

.Precedens w Zakładzie Karnym w Czarnem. Więzień pod konwojem przytulił nowo narodzone dziecko
Źródło zdjęć: © Służba Więzienna
Edyta Tomaszewska

Gdy w grę wchodzą procedury penitencjarne, rutyna i względy bezpieczeństwa zazwyczaj biorą górę. Tym razem jednak dyrekcja Zakładu Karnego w Czarnem stanęła przed dylematem, z jakim nie mierzyła się w swojej 22-letniej służbie nawet obecna dyrektor jednostki, ppłk Ewa Bartkowska. Do więziennych władz wpłynął bowiem wniosek osadzonego oraz jego żony o wydanie przepustki losowej w trybie art. 141a Kodeksu karnego wykonawczego. Cel: obecność po porodzie i kangurowanie córeczki bezpośrednio po przyjściu na świat.

Trudna decyzja i priorytet dobra dziecka

Sprawa od początku budziła spore emocje i nie należała do łatwych. Mężczyzna nie był więźniem z oddziału półotwartego ani osobą z łagodną prognozą kryminologiczno-społeczną. Odsiaduje 13-letni wyrok za usiłowanie zabójstwa oraz udział w bójkach z użyciem niebezpiecznych narzędzi, a za kratami spędził już siedem lat (do końca kary pozostało mu sześć).

Na szali znalazły się jednak szczególne okoliczności medyczne i rodzinne. Matka dziecka, pani Sara, zmagała się z zagrożoną ciążą oraz rosnącym mięśniakiem. Lekarze zaplanowali poród przez cesarskie cięcie, po którym kobietę czekała kolejna operacja pod pełną narkozą. Oznaczało to, że tuż po narodzinach matka nie będzie w stanie przytulić noworodka ani zapewnić mu niezbędnego kontaktu "skóra do skóry".


WIDEO
W więzieniu jak w domu? Ksieniewicz opowiedział o życiu w celi

Władze więzienne, kierując się m.in. porozumieniem Służby Więziennej i Ministerstwa Sprawiedliwości w sprawie ochrony praw dziecka osoby pozbawionej wolności, uznały, że kluczowe jest dobro małego człowieka.

– Pomyślałam, że tą decyzją możemy mieć wpływ na życie i rozwój dziecka w przyszłości. Że to ważne, żeby ojciec mógł je kangurować. Poza tym zdawaliśmy sobie sprawę, że w warunkach wolnościowych całą trójką będą mogli spotkać się dopiero za kilka lat – wyjaśnia ppłk Ewa Bartkowska.

Zgoda na wyjazd wymagała drobiazgowego planowania. Przed operacją placówkę w Słupsku wizytowali szefowie ochrony z aresztu i zakładu karnego, a plan zabezpieczenia konsultowano z okręgowym specjalistą ds. Grupy Interwencyjnej Służby Więziennej (GISW) w Koszalinie. Zadbano również o godność rodziny – osadzonemu pozwolono założyć cywilne ubranie zamiast więziennego drelichu.

Z uwagi na przepisy sanitarne i bezpieczeństwo, uzbrojeni funkcjonariusze nie mogli wejść na blok operacyjny. Szpital przygotował więc wydzielone, zabezpieczone pomieszczenie tuż obok sali zabiegowej. Mężczyźnie przez cały czas towarzyszyli nie tylko antyterroryści z GISW, ale także więzienny psycholog. Miał on wesprzeć ojca w trudnym momencie emocjonalnym, zwłaszcza w chwili, gdy po krótkiej bliskości trzeba będzie oddać córkę personelowi i wrócić do celi.

Przed godziną 7 rano konwój dotarł do szpitala. Przed zabiegiem małżonkowie dostali pół godziny na wspólną rozmowę – pani Sara leżała podłączona do aparatury KTG, a jej mąż siedział obok w kajdankach pod czujnym okiem strażników.

O 8:20 na świat przyszła dziewczynka – ważyła 3 kilogramy i mierzyła 50 centymetrów. Dziecko natychmiast przeniesiono do przygotowanego pokoju, w którym czekał ojciec. Funkcjonariusze rozkuli osadzonego, umożliwiając mu rozebranie się od pasa w górę i rozpoczęcie kangurowania. Przez pół godziny noworodek leżał na jego klatce piersiowej, czując ciepło, bicie serca i zapach skóry ojca.

– Mąż bardzo się wzruszył, był też przestraszony, bo mała miała 50 cm i ważyła trzy kilogramy – wspomina pani Sara. – Zależało mi, żeby mąż dał jej poczucie bezpieczeństwa. Kangurowanie przez ojca ma taką samą moc jak przez matkę, a dla nich obojga był to początek prawdziwej więzi.

Po 30 minutach kontakt dobiegł końca. Skazany został ponownie zabezpieczony i odwieziony do zakładu karnego. Swoją córkę zobaczył kolejny raz dopiero po czterech tygodniach na standardowym widzeniu.

Związek Sary i jej męża ma nietypowy przebieg. Znali się jeszcze przed jego aresztowaniem, lecz kontakt urwał się na lata. Odnowili go przypadkowo, gdy mężczyzna odsiadywał już karę. Zaczęło się od listów – pisanych także wierszem – oraz rozmów telefonicznych. Z czasem pojawiły się widzenia i uczucie, które w listopadzie 2023 r. przypieczętowali ślubem na sali widzeń w ZK w Czarnem.

Ponieważ standardowe warunki więzienne nie dawały szans na poczęcie dziecka, małżonkowie zdecydowali się na procedurę zapłodnienia pozaustrojowego (in vitro). Władze jednostki wyraziły wówczas zgodę na konwój do kliniki leczenia niepłodności, a para w całości sfinansowała procedurę oraz transport. Zabieg zakończył się sukcesem już przy pierwszej próbie – w grudniu potwierdzono ciążę. To właśnie tamta bezproblemowa eskortacja utorowała drogę do kolejnej, bezprecedensowej zgody na kangurowanie.

Po powrocie do jednostki skazany przyznał wychowawcom: "W takiej sytuacji wymięka największy twardziel."

Kadra pedagogiczna i dyrekcja zauważają, że te wydarzenia zapoczątkowały w nim wyraźną przemianę. Do tej pory skupiony na sobie, zrozumiał, że w jego życiu pojawiły się osoby ważniejsze niż on sam. Choć ma przed sobą jeszcze sześć lat odsiadki, planuje przyszłość – po wyjściu chciałby zdobyć zawód barbera (ukończył technikum gastronomiczne), dużo czyta i regularnie ćwiczy.

– Nie wiem, czy ta zmiana będzie długotrwała, ale przynajmniej na ten moment widać, że warto było zaryzykować – podsumowała ppłk Ewa Bartkowska.
Wybrane dla Ciebie