Mieszkańcy Nowej Huty wstrząśnięci zachowaniem sąsiada. Włos się jeży

Sąsiedzi jednego z bloków w Nowej Hucie skarżą się na zachowanie sąsiada. Z ich relacji wynika, że mężczyzna "zamienił mieszkanie w melinę". W lokalu składowane są śmieci, cięty jest złom, umierają ludzie. Do tego pojawiły się pluskwy. Lokator stwierdziłw rozmowie z "Gazetą Wyborczą", że "nie jest utrapieniem". Twierdzi, że sam walczy z insektami.

Mieszkańcy Nowej Huty skarżą się na sąsiadaMieszkańcy Nowej Huty skarżą się na sąsiada
Źródło zdjęć: © Agencja Wyborcza.pl
Marcin Lewicki

Dziennikarze "Gazety Wyborczej" opisali wstrząsającą historię mieszkańców jednego z bloków w Nowej Hucie w Krakowie. Od dziewięciu lat lokatorzy mierzą się z sąsiadem, który - jak sami mówią - "zamienił mieszkanie w melinę".

Mieszkańcy bloku skarżą się, że w lokalu utrudniającego normalne życie sąsiada zbierany i cięty jest złom (np. tory kolejowe), przechowywane są śmieci. Tłumaczą, że mężczyzna jest zagrożeniem dla ich zdrowia i życia. Kilka razy miał zasnąć z papierosem w ręku lub zostawiając jedzenie na włączonej kuchence. Ogromnym problemem są też pluskwy, które gryzą mieszkańców.

W jego mieszkaniu były już trzy zgony, sześć interwencji straży pożarnej, a interwencji policji nie zliczę. Były skargi do spółdzielni mieszkaniowej, pisma do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, do Sanepidu. Pluskwy chodzą po całym bloku, jestem cała pogryziona. Myję się w wannie - pluskwy. Wyjdę na balkon - pluskwy. Łażą po całej elewacji - mówi jedna z sąsiadek mężczyzny.

Lokatorzy bloku zmuszeni są do wyrzucania mebli, ciągłej dezynsekcji i odwiedzania lekarzy z powodu problemów z insektami. Regularnie w bloku pojawiają się różnego rodzaju służby.

Spółdzielnia mieszkaniowa, która zarządza osiedlem wskazuje, że nie może wyeksmitować mężczyzny, bo ten regularnie płaci czynsz. Zarząd próbuje wdrożyć procedurę przymusowej sprzedaży lokalu (musi się na to zgodzić sąd), ale można ją rozpocząć tylko, jeżeli odpowiednią petycję podpisze połowa członków spółdzielni. Nie wszyscy wyrazili taką zgodę.

Z kolei policja tłumaczy się, że przeprowadza z lokatorem rozmowy profilaktyczno-ostrzegawcze, a także kieruje do sądu wnioski o ukaranie mężczyzny "w związku z naruszeniem przepisów przeciwpożarowych". "Gazeta Wyborcza" informuje, że mężczyzna otrzymał na razie 400 zł kary za swoje przewinienia.

Sam lokator tłumaczy w rozmowie z "Gazetą Wyborczą", że sam walczy z insektami, a także, że "nie jest utrapieniem" dla swoich sąsiadów. Mówi, że zbiera złom, bo "trudno mu wyżyć z 1800 złotych renty rodzinnej, którą ma po zmarłej dziewięć lat temu żonie".

Wybrane dla Ciebie