Mirella i Magdalena schowane "ze wstydu"? Wstrząsające słowa

Rodzeństwo z Suwałk, Magdalena z Krakowa i Mirella ze Świętochłowic - czy wszyscy przetrzymywani w swoich domach ze wstydu? Tak uważa prof. Katarzyna Popiołek. Psycholog wskazuje, że w rozmowie z "Faktem", że "dziecko inne, chore, słabsze, bardzo często budziło wstyd", a to prowadziło do dramatycznych kroków rodziców.

MIrella ze Świętochłowic zamknięta w domu przez 27 latMIrella ze Świętochłowic zamknięta w domu przez 27 lat
Źródło zdjęć: © Agencja Wyborcza.pl, Facebook
Marcin Lewicki

Wirtualna Polska ujawniła wstrząsającą historię rodzeństwa z Suwałk, które miało być przez 30 lat przetrzymywane w domu. Rodzice wmówili sąsiadom, że "Marzena jest w klasztorze w Sejnach, a Janusz pracuje za granicą". Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa w Suwałkach. Zarzuty usłyszała matka i siostra rodzeństwa.

To kolejna w ciągu kilku miesięcy ujawniona przez media sprawa przetrzymywania dzieci w domu przez rodziców, często przez dekady. Mirella ze Świętochłowic miała siedzieć w domu przez 27 lat. Magdalena z Krakowa żyła w izolacji przez 30 lat. Psycholog z Uniwersytetu SWPS w Katowicach prof. Katarzyna Popiołek wyjaśnia, że zjawisko to było spowodowane "wstydem" i postrzeganiem przez sąsiadów.

Jeśli chcemy zrozumieć te historie, musimy cofnąć się o wiele lat. Wtedy funkcjonowaliśmy w zupełnie innym modelu społecznym. Była silna kultura wspólnotowa, kolektywistyczna. Liczyło się to, jak widzi nas grupa. Jeśli w rodzinie pojawiało się dziecko "inne", chore, słabsze, to bardzo często budziło wstyd. Pojawiało się myślenie: "za co nas to spotkało?", "czy to kara?". Ludzie bali się oceny innych, bali się wytykania palcami - tłumaczy prof. Popiołek w rozmowie z "Faktem".

Psycholog podkreśla, że kiedyś istniało ciche, społeczne przyzwolenie na izolowanie osób chorych czy słabszych.

Dziś trudno to sobie wyobrazić, ale kiedyś osoby z niepełnosprawnościami praktycznie nie istniały w przestrzeni publicznej. Nie widzieliśmy ich na ulicach, w szkołach, w pracy. Rodziny je chowały. Lepiej było ukryć niż narażać się na złe komentarze sąsiadów - wyjaśnia "Faktowi" ekspertka.

Prof. Katarzyna Popiołek podkreśla też, że rodziny nie miały wsparcia systemowego, dostępu do psychologów i edukacji społecznej. Po części podkreśla, że rodzice chcieli "chronić swoje dzieci przed światem", stosując izolację.

Wybrane dla Ciebie