Nastolatkowie terroryzowali rodzinę. "To była garść petard"
Rodzina Jaworskich przez pół roku zmagała się z atakami zamaskowanych wandali. Nocne ataki, petardy i zniszczone mienie wprowadziły ich życie w stan nieustannego zagrożenia. Wszystko zmieniło się, gdy do śledztwa włączył się dziennikarz.
Sprawę nagłośniono w programie "Interwencja". Rodzina Jaworskich z Piły przeżywała prawdziwy horror, gdy ich dom stał się celem nocnych ataków nieznanych sprawców. Od października ubiegłego roku byli dręczeni m.in. petardami i kamieniami. Według informacji przekazanych przez rodzinę, policja początkowo nie była w stanie ustalić tożsamości wandali.
Nocne ataki i bezradność policji
Rodzina żyła w ciągłym strachu, śpiąc w ubraniach, gotowa do ucieczki. - Byliśmy przerażeni, że możemy spłonąć. Musieliśmy spać w ciuchach, żeby być gotowymi do ucieczki i żeby ewentualnie dogonić sprawców – opowiada Grzegorz, syn państwa Jaworskich.
Sprawcy pojawiali się regularnie niszczyli mienie i budzili domowników. Choć zgłoszenia trafiły na policję, postępowania zostały umorzone ze względu na brak dowodów.
- To była garść petard na patykach. Oklejone taśmą, wymierzone w kierunku domu i odpalone wszystkie naraz - mówi w programie "Interwencja" pani Barbara Jaworska.
To doprowadziło ją na skraj. "Myślałam, że chce ze sobą skończyć"
Przełom nastąpił dopiero dzięki zaangażowaniu dziennikarza. Jacek Kwiatkowski przejął sprawę i wyznaczył nagrodę za wskazanie sprawców. Dzięki jego determinacji udało się zdobyć informacje, które doprowadziły do ustalenia tożsamości wandali. Byli to dawni koledzy Grzegorza, syna państwa Jaworskich.
Okazało się, że osoby odpowiedzialne za ataki to uczniowie jednej z lokalnych szkół, uchodzący za prymusów. Materiał dowodowy w postaci filmów, które sami nagrywali, trafił na policję. To pozwoliło na ruszenie śledztwa.
Sprawa trafiła do sądu rodzinnego i na początku wygląda na to, że młodzi wandale będą musieli odpowiedzieć za swoje czyny. Jednak Barbara Jaworska i jej syn Grzegorz wyrażają obawy, czy rzeczywiście zostaną ukarani.
Na razie nie jestem w stanie im wybaczyć. Jestem z tego powodu zły - skomentował 16-letni Grzegorz.
Według Kwiatkowskiego sprawcy nie wykazują skruchy za swoje czyny, bardziej obawiają się konsekwencji związanych z zatrzymaniem.
Jaworscy przez pół roku żyli z poczuciem niepewności, czekając na kolejne ataki, które mogli monitorować jedynie dzięki kamerom. Na szczęście działania dziennikarza przyczyniły się do identyfikacji sprawców. Mimo że proces sądowy dopiero ruszył, rodzina Jaworskich może nareszcie liczyć na spokojniejszą przyszłość.