Nie miała nawet siniaka. Tajemnicza śmierć 19-latki

16 maja pod Kozienicami doszło do wypadku, po którym 19-letnia Oliwia trafiła do szpitala i zmarła kilka dni później. Rodzice twierdzą, że o jej śmierci mogły zdecydować błędy podczas akcji ratunkowej. - Życie się nam skończyło. Mieliśmy jedno dziecko. Oliwia była dzieckiem z in vitro - mówią rodzice w rozmowie z "Uwagą!".

Oliwia zmarła po wypadku.Oliwia zmarła po wypadku.
Źródło zdjęć: © Facebook
Mateusz Kaluga

W maju niedaleko Kozienic doszło do tragicznego wypadku, w wyniku którego zmarła 19-letnia Oliwia. Kobieta jechała z dwójką przyjaciół autem. Nagle kierowca uderzył w betonowy słup. Jechali na stację benzynową z przyjęcia komunijnego. Przejechali 300 metrów. Choć zdarzenie nie wyglądało na groźne, nabrało dramatycznych okoliczności.

Lekarze z Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu powiadomili rodziców, że córka jest w stanie krytycznym, bo w karetce mogła zostać źle zaintubowana. Miała otrzymać rurkę dla dzieci. Miała dużo treści pokarmowej, piany i krwi w płucach.

Po kilku dniach od wypadku pojawiło się podejrzenie śmierci mózgu, a dzień później odłączono Oliwię od respiratora. Wkrótce zmarła.

Rodzice Oliwii zabrali głos

Wypadek był 16 maja, a 16 czerwca Oliwia skończyłaby 20 lat. Życie się nam skończyło. Mieliśmy jedno dziecko. Oliwia była dzieckiem z in vitro. Staraliśmy się o nią trzy lata, walczyliśmy. I straciliśmy wszystko - mówią rodzice w rozmowie z "Uwagą!".

Rodzice podkreślają, że z wypadku wyszła bez szwanku. - Nie miała nawet zdrapania, siniaka, kompletnie nic. Chcemy, żeby winni ponieśli konsekwencje. I kierowca, i lekarz. Obydwaj są tak samo winni - przekonują.

Dziennikarze dotarli do pracownika SOR w Radomiu. Rozmówca "Uwagi" przekonuje, że Oliwia "przyjechała głęboko nieprzytomna, bez własnego oddechu". Źrenice były sztywne, co świadczyło o poważnych uszkodzeniach mózgu i niedotlenieniu.

Była zabezpieczona rurką intubacyjną, włożoną do końca, czego się nie robi, żeby prawidłowo wentylować oba płuca. Jej zabezpieczenie, jeżeli chodzi o moją ocenę z boku, było karygodne - powiedział "Uwadze".

Lekarz z karetki wciąż pracuje. Nie chce rozmawiać z dziennikarzami

Ewa Gizicka, dyrektorka Szpitala Powiatowego w Kozienicach, przekonuje, że pracownicy napisali wyjaśnienia z akcji ratunkowej. Według Gizickiej zostały "przeprowadzone zgodnie ze standardami i procedurami".

- Zdarza się, że kogoś nie udaje się nam uratować. Nawet najlepsza medycyna wtedy nie pomoże. Natomiast tutaj jest za dużo niejasnych spraw, jeżeli chodzi o zabezpieczenie tej dziewczynki, które trzeba wyjaśnić - zwróciła uwagę szefowa szpitala.

Prokuratura ustaliła, że przyczyną śmierci dziewczyny był rozlany obrzęk mózgu. Biegli wskazali, że Oliwia mogła się zachłysnąć treścią pokarmową. Lekarz, który opiekował się kobietą w karetce, pracuje w zawodzie od 42 lat, a 25 w pogotowiu. Jest przekonany, że zrobił wszystko zgodnie z aktualną wiedzą medyczną. Załoga karetki dalej normalnie pracuje. Kierowca, który spowodował wypadek, nie dostał nawet mandatu - dodaje serwis.

- Na tym etapie postępowania, na którym jesteśmy w tej chwili, jest to postępowanie w sprawie. Musimy ustalić skutek tego wypadku. Czyli obrażenia, jakie odniosły obie pokrzywdzone, bo tam były dwie pasażerki pojazdu i rodzaj obrażeń, które one odniosły, będzie determinował zarzut. Gwarantuję, że z naszej strony podejmowane są wszelkie możliwe czynności, aby jak najszybciej osobom winnym przedstawić zarzuty – mówi "Uwadze" Magdalena Jakubowska z Prokuratury Rejonowej w Kozienicach.

Czy doszło do błędu medycznego w karetce, sprawdza w śledztwie Prokuratura Okręgowa w Radomiu. Na obecnym etapie nikomu nie przedstawiono zarzutów, przesłuchano pierwsze osoby.

Wybrane dla Ciebie