Niemieccy plantatorzy truskawek są okradani. Na polach zakładają kamery

Sezon na truskawki w Niemczech przyniósł plantatorom nie tylko klientów, ale też falę kradzieży. Według doniesień "Der Westen" szczególnie uciążliwe przypadki pojawiły się m.in. na plantacji w Bottrop.

Niemieccy plantatorzy truskawek są okradani (zdj. podgl.).Niemieccy plantatorzy truskawek są okradani (zdj. podgl.).
Źródło zdjęć: © Getty Images | Bloomberg
Karol Osiński

Najważniejsze informacje

  • Na plantacjach truskawek w Niemczech dochodzi do kradzieży nocą, o świcie i w ciągu dnia.
  • W Bottrop jeden z mężczyzn miał zaatakować pracownika po zwróceniu mu uwagi.
  • Rolnicy montują kamery, bo nagrania pomagają ograniczać straty i wspierają policję.

Popularność truskawek w Niemczech przyciąga nie tylko kupujących, ale też osoby, które próbują wynosić owoce bez płacenia. Według doniesień "Der Westen" złodzieje wchodzą na pola pod osłoną nocy albo nad ranem. Dla części rolników to problem, który wraca wraz z każdym kolejnym sezonem.

Na jednej z plantacji w Bottrop, w zachodniej części Niemiec, doszło w czerwcu do incydentu z udziałem klienta. Mężczyzna chciał kupić truskawki i zebrać je samodzielnie, ale wszedł w strefę, gdzie zbiory były zabronione. Gdy pracownik zwrócił mu uwagę, odmówił oddania owoców i miał go zaatakować.

Kradzieże truskawek w Bottrop

Właściciel uprawy Jorg Umberg mówił reporterom "Der Westen", że podobne sytuacje nie są dla niego nowością. - Jesteśmy tu od 40 lat, a co roku pojawiają się złodzieje - opowiadał. Jak relacjonował, niektórzy działają po cichu, a inni próbują odwracać uwagę właściciela lub pracowników, by w tym czasie zrywać owoce.

Rolnik opisał też zachowanie mężczyzny, który zignorował zasady obowiązujące na plantacji. - Ten pan nie do końca rozumiał, że w miejscach, gdzie jest zamknięty dostęp, nie wolno zbierać truskawek. Nie reagował nawet na uprzejme upomnienia. Dlatego niestety poprosiliśmy go o opuszczenie terenu - powiedział.

Sprawą z Bottrop zajęła się policja, ale jak wynika z relacji plantatora, nie zawsze udaje się złapać sprawców. Umberg twierdzi, że ludzie potrafią nocą przeskakiwać ogrodzenia i uciekać niezauważeni. Dlatego po wcześniejszych nieudanych próbach zabezpieczeń zdecydował się na monitoring stosowany powszechnie także w sklepach.

Kamery szybko zaczęły przynosić efekty. Część osób rezygnuje z kradzieży już po zauważeniu monitoringu, a w innych przypadkach nagrania stają się dowodem dla organów ścigania. - Gdy tylko ktoś zostanie uchwycony przez kamery, natychmiast składamy skargę - powiedział Umberg. Jak dodał, część takich spraw kończy się nawet w sądzie.

Wybrane dla Ciebie