Sezon wakacyjny w pełni, a to oznacza, że restauracje w prestiżowych lokalizacjach Gdańska przeżywają prawdziwe oblężenie. W weekendy przed wejściem do znanych lokali ustawiają się długie kolejki. Jedna z mieszkanek Gdańska jakiś czas temu wybrała się ze znajomą do słynnego lokalu serwującego tradycyjne pierogi. Choć jedzenie oceniła jako poprawne, cała wizyta pozostawiła spore poczucie rozczarowania.
Droga woda i "ukryty" koszt smażenia
Wszystko zaczęło się od drobnych zmian w zamówieniu. Klientka planowała zjeść tradycyjny rosół, jednak danie zniknęło już z karty. Obsługa szybko zaproponowała alternatywę – pierogi z patelni z masełkiem.
Wakacje za fortunę? Oto najdroższe atrakcje nad morzem 2026
"Pani zaproponowała mi pierogi z patelni z masełkiem, ale nie wspomniała, że dosmażenie gotowanych pierogów jest dodatkowo płatne 7 zł" – relacjonuje gdańszczanka. Na opublikowanym przez nią paragonie pozycja "podsmażenie" faktycznie widnieje jako osobny wydatek.
Kolejnym zaskoczeniem była kwestia napojów. Zamawiając wodę dla dwóch osób, klientki otrzymały butelkę 700 ml w cenie aż 20 zł. "W lokalu jest dostępna tylko woda w szklanej butelce, jakaś niesamowita woda z Karpat za 20 zł. Cena trochę przesadzona, wolałabym sobie nalać kranówkę" – komentuje z ironią autorka recenzji.
Mieszkanka Gdańska zwraca również uwagę na dość specyficzną politykę cenową restauracji. Porcja 5 sztuk pierogów kosztowała ponad 45 zł (na paragonie pozycja "małe" to koszt 45,96 zł), podczas gdy porcja zawierająca aż 9 sztuk ("duże") to wydatek rzędu prawie 50 zł (na paragonie: 49,96 zł).
Choć samo jedzenie zostało ocenione jako "dobre, ale nie jakieś niesamowite", klientka zwrócił uwagę na detale, które przy takich cenach powinny stać na najwyższym poziomie. Choć miłym akcentem było darmowe czekadełko, to według relacji gdańszczanki podano bardzo mało chleba oraz skromną ilość sosu i okrasy, co – jak zaznacza – jest przecież wliczone w niemałą cenę dania.
Ostateczny rachunek za dwie porcje pierogów (jedne duże, jedne małe z dopłatą za podsmażenie) oraz jedną butelkę wody wyniósł dokładnie 122,84 zł.
"Jesteśmy z Gdańska, a dałyśmy się oszukać jak turyści z zagranicy" – podsumowuje rozgoryczona klientka. Choć chwali obsługę za to, że dwoi się i troi, by opanować weekendowe tłumy, to brak jasnej informacji o dodatkowych opłatach i wysokie ceny sprawiły, że lokal oceniła dość chłodno (przyznając po 2 gwiazdki na 5 w kategoriach jedzenie, obsługa oraz klimat).
Ta sytuacja to kolejny dowód na to, że w popularnych turystycznie miejscach warto dokładnie studiować kartę dań i dopytywać kelnerów o każdy szczegół zamówienia – nawet jeśli jesteśmy lokalnymi mieszkańcami i wydaje nam się, że znamy gdańską gastronomię od podszewki.