Pijany ksiądz za kółkiem. Był głodny i zmęczony. "Odebrało mi rozum"
Duchowny z Lublina odpowiada przed sądem za jazdę po pijanemu w jedną z najważniejszych nocy dla katolików: z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek. Przyznał się do czynu i wyjaśniał, że kierował nim głód oraz przemęczenie. Rozstrzygnięcie sprawy i ogłoszenie wyroku przez sąd wkrótce.
Najważniejsze informacje
- Ksiądz został zatrzymany przez policję w Lublinie za jazdę po alkoholu w nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek.
- Duchowny tłumaczył swój czyn zmęczeniem, głodem i brakiem jedzenia w mieszkaniu.
- Sąd nie uwzględnił wniosków obrony o przesłuchanie dodatkowych świadków oraz utrzymał zabezpieczenie samochodu.
Ksiądz z Lublina kierował po alkoholu
W nocy z 2 na 3 kwietnia tego roku, już podczas Wielkiego Piątku, policjanci z Lublina zatrzymali do kontroli kierowcę, który przekroczył dozwoloną prędkość o ok. 20 km/h. Portal lublin24.pl poinformował, że szybko okazało się, iż za kierownicą Toyoty Verso siedział ksiądz z jednej z lubelskich parafii, również nauczyciel religii w szkołach średnich.
Badanie alkomatem wykazało u niego ponad dwa promile alkoholu. Duchowny został zatrzymany, trafił do policyjnej celi i opuścił ją dopiero po wytrzeźwieniu. Postawiono mu zarzut prowadzenia pojazdu w stanie nietrzeźwości, za co grozi kara do trzech lat więzienia.
Wyjaśnienia księdza: głód, zmęczenie i pusta lodówka
We wtorek 23 czerwca przed sądem stanął ksiądz Konrad Ż. Oskarżony przyznał się do popełnienia zarzucanego czynu.
Był Wielki Czwartek, byłem zmęczony całym dniem, przygotowaniem do świąt. Po godz. 22 wróciłem z posług do mieszkania na plebanii. Wtedy otworzyłem wino, wypiłem kilka lampek wina. Potem poczułem silny głód. Mało tego dnia jadłem. Lodówka była pusta, postanowiłem więc zorganizować jakoś to jedzenie - cytuje relację księdza lublin24.pl.
Odebrało mi rozum i powziąłem decyzję o prowadzeniu pojazdu po spożyciu alkoholu. Czego żałuję, nigdy tego nie robiłem. Przekroczyłem również swoje moralne granice. Sam szukam odpowiedzi, z jakiego powodu mogło to nastąpić - kontynuował duchowny.
Sąd utrzymuje zabezpieczenie samochodu
Na sali rozpraw pojawił się także obrońca duchownego, adwokat Piotr Sagan. Wnioskował on o przesłuchanie dwóch dodatkowych świadków – proboszcza parafii oraz bliskiego znajomego księdza – oraz o uchylenie zabezpieczenia majątkowego wobec samochodu, z którego korzystał oskarżony. Sędzia Bernard Domaradzki nie uwzględnił tych wniosków, uzasadniając: "Nie ma to znaczenia dla rozstrzygnięcia sprawy, a zmierza tylko do przedłużenia procesu".
Obrońca podkreślał dobrą opinię duchownego
Podczas końcowego wystąpienia adwokat argumentował, że oskarżony ksiądz dotychczas cieszył się nienaganną reputacją i wykazywał wzorową postawę. Podkreślał, że duchowny był przeciążony pracą i pod ogromną presją.
Nie jest wytłumaczeniem, że jest księdzem, wręcz tym bardziej ciążył na nim obowiązek moralny. Ale to nie kwestionuje jego właściwości osobistych i tego, jak się zachowywał przed czynem, jak i po całym zdarzeniu. Do tej historii oskarżony cieszył się nieskazitelną opinią. Nigdy nie dopuścił się czynu zabronionego - stwierdził mec. Sagan, cytowany przez lublin24.pl.
Rozstrzygnięcie sprawy niebawem
Sam ksiądz poprosił o łagodny wymiar kary i zaznaczył, że podjął już pracę nad sobą po tamtym zdarzeniu. Sąd ogłosi wyrok w tej sprawie jeszcze w tym tygodniu.