Niepokojąca liczba much od dłuższego czasu daje się we znaki mieszkańcom Samlina. Codzienność mieszkańców tej miejscowości w województwie zachodniopomorskim podporządkowana jest walce z owadami, które zdobywają dostęp nawet do najlepiej zabezpieczonych domów. Mimo stosowania moskitier i siatek, muchy nadal przedostają się do środka – nierzadko przez systemy wentylacyjne.
Z problemem zmierzyć muszą się wszyscy. Jedna z matek opisuje, że jej dzieci każdego poranka skarżą się na ciągły kontakt z muchami, które potrafią nawet podczas snu dostać się do buzi. Wielu mieszkańców wspomina, że nie spotkali się dotąd z taką plagą. Pani Grażyna podkreśla, że przez całe życie nie widziała tak wielu owadów naraz.
- Przeżyłam już trochę, ale nigdy nie widziałam tylu much. Ohyda - mówi pani Grażyna w rozmowie z "Faktem". - Ugotowałam rosół, podałam na stół i tylko na chwilę odwróciłam się po łyżki. Wracam i już pięć much pływa w zupie - dodaje Paulina Fornela, sołtys wsi.
Plaga much w jedzeniu na Orlenie. Koncern komentuje
Domowa batalia z owadami. "Lepy schodzą na pniu"
Walkę z uporczywymi muchami mieszkańcy toczą przy pomocy tradycyjnych metod. Domowa broń to przede wszystkim klasyczna packa oraz lepy, których zużywa się tutaj w bardzo dużych ilościach.
Każdego dnia, a czasem nawet kilka razy dziennie, konieczna jest wymiana pułapek, które niemal natychmiast zapełniają się owadami. Sołtys wsi przyznaje, że walka z natrętnymi insektami stała się rutynową czynnością przed każdym snem.
Niezależnie od podejmowanych środków, efekty są krótkotrwałe. Mieszkańcy przyznają, że nawet po intensywnym sprzątaniu ilość much nad ranem znów ich zaskakuje.
Lokalna społeczność próbuje ustalić przyczynę masowego pojawienia się much. Zgłoszenie trafiło do władz gminy Golczewo, które przekazały sprawę do odpowiednich instytucji. Jak dotąd źródło problemu nie zostało określone i mieszkańcy oczekują wyjaśnień.