Wyprawa nad Bałtyk i wyjście do restauracji na przysłowiową smażoną rybkę od lat kojarzy się z paragonami grozy. Są jednak miejsca, które udowadniają, że uczciwość wobec klienta to najlepsza recepta na sukces.
Nasza dziennikarka postanowiła sprawdzić, czy lokal we Władysławowie, który odwiedziła w zeszłym sezonie, po roku od ostatniej wizyty nadal trzyma wysoki poziom. Sonia wybrała się na obiad z najbliższymi. Zamówienie było konkretne i zaspokoiło apetyt całej rodziny.
Byłam ciekawa, czy coś się zmieniło, ale trzymają poziom. Ryba nad morzem, ale nikt nie żeruje na turystach. Rachunek pozytywnie mnie zaskoczył – relacjonuje Sonia.
Polskie śledzie lepsze niż fritto misto? Sprawdziłam ten smak w Gdańsku
Na pochwałę zasługuje podejście obsługi do klienta. W wielu nadmorskich punktach turyści dowiadują się o wadze ryby dopiero przy kasie, otrzymując gigantyczny kawałek, którego nie są w stanie zjeść. W tym przypadku było zupełnie inaczej.
Żadnych oszustw. Ceny podane za 100 g. Poprosiłam o ryby do 200 g i dokładnie takie przyjechały na stół – podkreśla dziennikarka o2.pl
Za obiad dla czteroosobowej rodziny Sonia zapłaciła 176,96 zł. Dorsz z grilla (180 g) kosztował 32,40 zł , dorsz smażony (216 g) 34,56 zł (cena: 160 zł / kg). Zestaw dnia dla dzieci - 30,00 zł, trzy porcje frytek wyniosły 24,00 zł, surówki 16 zł, piwo kraftowe 18 zł oraz dwa napoje 22 zł.
Dla porównania w ubiegłym roku smażony dorsz kosztował 130 zł/kilogram.
Od jakiegoś czasu publikujemy tzw. "paragony grozy i łagodności" z różnych turystycznych kurortów w całej Polsce i nie tylko. Dzięki temu nasi czytelnicy mogą lepiej przygotować się do planowania budżetu swojego wyjazdu. Wysyłajcie nam swoje "paragony grozy" lub "paragony łagodności". Piszcie do nas przez dziejesie.wp.pl.