Jak dowiadujemy się z reportażu, trzy lata temu na rodzinę spadł pierwszy cios - doszło do niespodziewanej śmierci męża pani Iwony. Od tamtej pory kobieta samotnie opiekuje się pięciorgiem dzieci (najmłodsi synowie mają tylko sześć i osiem lat). Równolegle 44-latka mierzy się z najgroźniejszą postacią nowotworu mózgu: wielopostaciowym glejakiem czwartego stopnia.
Po śmierci męża została sama z piątką dzieci. Teraz spadł na nią kolejny cios
W materiale "Interwencji" pani Iwona opowiedziała, że po odejściu męża rodzina długo próbowała ułożyć swoją codzienność na nowo. Jej córka Weronika przyznała, że początkowo życie domowników całkowicie "stanęło w miejscu", ale z czasem nauczyli się funkcjonować z poczuciem straty.
Sama pani Iwona podkreślała, że stara się trzymać dla dzieci i myśleć o przyszłości najbliższych. - Dzieci niedawno straciły tatę, mogą stracić mnie. Nie mogę na to pozwolić - mówiła 44-latka w reportażu.
Kobieta ma glejaka IV stopnia. Tak została zdiagnozowana
Koszmar rozpoczął się rok temu. Jak relacjonowała dziennikarzom "Interwencji" pani Iwona, podczas spotkania u kuzynki nagle przestała mówić, straciła przytomność i miała atak padaczki. Świadomość odzyskała dopiero w szpitalu, gdzie lekarz przekazał jej dramatyczną informację o guzie mózgu.
Kobieta przeszła pilną operację. Rodzina czekała na wynik badania histopatologicznego, który miał określić charakter zmiany. Kuzynka pani Iwony, Małgorzata Wejers, wyjaśniała w materiale Polsat News, że diagnoza potwierdziła najbardziej agresywną postać choroby: glejaka IV stopnia.
Leczenie w Polsce i plan terapii w Niemczech
- Po operacji naświetlanie, chemioterapia dzień w dzień przez półtora miesiąca, potem rezonans i dalsze leczenie, co miesiąc przyjmuję chemię. Nowotwór jest wówczas wyciszany, ale jak się skończy chemioterapia, to u wielu osób jest wznowa. No i wiadomo, jak to się może skończyć - podała w "Interwencji" pani Iwona.
Pojawiła się jednak możliwość kontynuowania leczenia za granicą. Pani Iwona przekazała, że wysłała dokumentację medyczną do Niemiec, a tamtejsi lekarze zdecydowali, że terapia jest możliwa. Kluczowy jest termin: do kliniki ma dotrzeć 10 sierpnia, tuż po ostatniej chemii.
Koszt leczenia wyceniono na 400 tys. zł. Zbiórka trwa, a w pomoc angażują się znajomi, sąsiedzi i rodzina. Pomóc może każdy pod tym adresem. Czas nieubłaganie ucieka.
Wsparcie ze szkoły i lokalnej społeczności
W reportażu wypowiadała się m.in. Ewa Kamińska, dyrektor szkoły podstawowej w Żukowie, która opisywała panią Iwonę jako osobę mocno zaangażowaną w życie dzieci i gotową do pomocy innym.
O działaniach na rzecz zbiórki mówiła też Agnieszka Jasińska, przewodnicząca koła gospodyń wiejskich.
- Iwonkę poznałam podczas akcji charytatywnej kilkanaście lat temu, wtedy pomagała innym, a teraz role się odwróciły. Nie wyobrażam sobie, że jako przewodnicząca koła gospodyń wiejskich nie uczestniczyłabym w tej akcji - podała Agnieszka Jasińska.