Pochował brata. Potem Marek zginął tak samo. Śledczy zabrali głos
Andrzej i Marek, dwaj bracia z Podkarpacia, zginęli podczas wycinki drzew w dwóch niezależnych od siebie zdarzeniach. Pierwsze miało miejsce w lipcu 2023 roku, kolejne w kwietniu 2026 roku. Obaj pracowali dla tego samego pracodawcy. Prokuratura przekazała o2.pl, że śledztwo w sprawie śmierci Andrzeja umorzono. Obecnie trwają czynności w sprawie śmierci drugiego z braci.
Pierwsza tragedia miała miejsce 20 lipca 2023 roku w kompleksie leśnym w miejscowości Mrzygłody-Potoki. Jak przypomina portal zlubaczowa.pl, 54-letni Andrzej z gminy Narol wykonywał prace leśne. Mężczyzna został uderzony przez spadający konar. Niestety, nie udało się go uratować.
Trzy lata później, 20 kwietnia 2026 r., przy wycince drzew w Bełżcu pracował brat Andrzeja, 43-letni Marek. Mężczyzna również został przygnieciony przez spadający konar. Zmarł z powodu odniesionych obrażeń. Portal o2.pl dotarł do informacji o obu postępowaniach w tych sprawach. Rafał Kawalec, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zamościu, potwierdził nam, że obie sprawy dotyczą śmierci dwóch braci.
Dwaj bracia zabici konarami
Po tym, jak trzy lata temu zginął Andrzej, śledczy prowadzili "postępowanie dotyczące niedopełnienia obowiązków (...) przez osobę odpowiedzialną za bezpieczeństwo i higienę pracy w ustalonym podmiocie i narażenia pokrzywdzonego wykonującego prace leśne na bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w czasie pracy polegającej na wycince rosnących drzew i doprowadzenia w jej trakcie do nieumyślnego spowodowania śmierci pokrzywdzonego na skutek odłamania konaru drzewa, który uderzył pokrzywdzonego w głowę, w wyniku czego doznał on obrażeń skutkujących jego zgonem".
- Tamto postępowanie badało ewentualną odpowiedzialność pracodawcy i osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo i higienę pracy. Postępowanie to zostało prawomocnie zakończone postanowieniem o umorzeniu śledztwa wobec stwierdzenia braku znamion czynu zabronionego - przekazał prok. Rafał Kawalec.
Obecnie toczy się drugie śledztwo, które rozpoczęło się wraz ze śmiercią Marka w kwietniu tego roku. Dotyczy ono również niedopełnienia obowiązków.
- Postępowanie karne w niniejszej sprawie zmierza do ustalenia wszystkich okoliczności sprawy, w tym także ewentualnej odpowiedzialności osób odpowiadających za bezpieczeństwo i higienę pracy. Jest to co do zasady standardowa procedura w sytuacji, gdy zgon lub ciężki uszczerbek na zdrowiu pozostaje w związku z wykonywaniem prac. Aktualnie postępowanie prowadzone jest w sprawie, tzn. nikomu nie przedstawiono zarzutów - przekazał nam prokurator Kawalec.
Wiadomo, że Marek zginął w wyniku uderzenia konarem w klatkę piersiową, które skutkowało krwotokiem - tak wynika z przeprowadzonej sekcji zwłok.