Warszawski sąd skazał Łukasza Żaka na 20 lat pozbawienia wolności. Sędzia Maciej Mitera uznał za zasadne wszystkie zarzuty stawiane przez prokuraturę. Żak został uznany za winnego m.in. spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym po spożyciu alkoholu, a także za nieudzielenie pomocy ofiarom wypadku, do którego doprowadził we wrześniu 2024 roku na Trasie Łazienkowskiej.
W uzasadnieniu słownym sędzia Mitera wskazał, że "Żak pracował na karę przez cały proces". Odniósł się tym samym do zachowania mężczyzny, który w trakcie postępowania krzyczał, wyzywał sąd, stroił miny, uśmiechał się i wymieniał niewybrednymi uwagami ze współoskarżonymi (pasażerami z jego auta).
"Wierzę, że tam pana nauczą". Oto jak Łukasz Żak zareagował na wyrok
To jest wypadkowa pana działalności. Obserwowałem pana podczas tego procesu. Wszystko pana interesowało. Koszulki Louis Vuitton, Balenciaga. Nawet to, co mi pan robił. Zero refleksji. Na studiach mnie uczono, że należy szukać pierwiastka dobra. Nie wiem, ja go nie znalazłem - przyznał prowadzący proces sędzia.
W pewnym momencie z ust Macieja Mitery padły poruszające słowa, odnoszące się bezpośrednio do zachowania Żaka w stosunku do sędziego.
Testował pan moją cierpliwość wiele razy. Myślę, że wydałem orzeczenie sprawiedliwe. To nie jest wina mediów. Dlaczego ta kara? Nie chcę już, żeby były Julie, Jakuby, Pauliny, Anie, Asie na drodze. Uważam, że tylko ta kara zabezpieczy społeczeństwo przed takimi osobami jak pan. - powiedział sędzia Maciej Mitera w uzasadnieniu wyroku.
Mówiąc o testowaniu cierpliwości, sędzia Mitera miał na myśli m.in. zarzucanie sędziemu, że ten ma negatywny stosunek do Łukasza Żaka. W czerwcu 2025 roku obrońca skazanego mężczyzny mec. Izabela Ławińska złożyła wniosek o zmianę sędziego. Został oddalony.
Na koniec uzasadnienia sędzia przyznał też, że Żak miał "ogromne natężenie złej woli". Jednocześnie dodał, że ma nadzieję, że skazanego mężczyznę najdzie refleksja, ale do tego czasu musi "chronić mieszkańców Warszawy i nie tylko" przed Żakiem.
Przypomnijmy, że Łukasz Żak doprowadził we wrześniu 2024 roku do wypadku, w którym zginął 37-latek, a poważnie ranna została jego żona i dwójka dzieci. Mężczyzna prowadził pojazd z prędkością 226 km/h, mając promil alkoholu we krwi. Żak nie udzielił pomocy poszkodowanym, a zamiast tego uciekł do Niemiec. Został sprowadzony do Polski na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania.