Powrót do dziupli. Niezwykła akcja ratunkowa sów
Upadek drzewa mógł zakończyć historię tej sowiej rodziny. Zamiast tego stał się początkiem niezwykłej współpracy ludzi i natury, która pozwoliła młodym puszczykom wrócić tam, gdzie ich miejsce – do własnej dziupli, pod opiekę rodziców.
W lasach Pomorza rozegrała się historia, która pokazuje, jak wiele zależy od uważności człowieka i zrozumienia dla dzikiej przyrody. Jak informuje na Facebooku Michał Pietrewicz, kilka dni temu silny podmuch lub inny nieszczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że drzewo, w którym znajdowała się dziupla zamieszkana przez puszczyki, runęło na ziemię.
Dla młodych ptaków, które dopiero zaczynały poznawać świat, oznaczało to nagłe wyrwanie z bezpiecznego schronienia.
Jeden z podlotów, który wydostał się z dziupli po upadku drzewa, został zabezpieczony przez właściciela terenu i przekazany do ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt. Tam miał otrzymać opiekę i – jeśli wszystko poszłoby dobrze – szansę na powrót do natury. Początkowo wydawało się, że to standardowa interwencja, jedna z wielu, jakie co roku podejmują ośrodki zajmujące się rannymi lub osieroconymi zwierzętami.
Sunął przez deptak przez kilka sekund. Turystka wszystko nagrała
Sytuacja zmieniła się jednak następnego dnia. Podczas prac związanych z usuwaniem powalonego drzewa operator piły odkrył, że w jego wnętrzu wciąż znajdują się dwa kolejne młode puszczyki. To odkrycie pozwoliło odtworzyć przebieg zdarzeń i zrozumieć, że rodzina nie została całkowicie rozdzielona. Co więcej, pojawiła się realna szansa, by przywrócić jej naturalne funkcjonowanie.
Zamiast pozostawiać młode na długotrwałą opiekę człowieka, podjęto decyzję o próbie ich reunifikacji z rodzicami. W sąsiedztwie powalonego drzewa zamontowano specjalną budkę lęgową, która miała zastąpić utraconą dziuplę. To rozwiązanie coraz częściej stosowane w takich przypadkach – daje ptakom możliwość powrotu do znanego terytorium, a jednocześnie minimalizuje ingerencję człowieka w ich życie.
Niezwykła akcja ratunkowa sów
Kluczowym elementem całej akcji było umieszczenie odnalezionego wcześniej podlota razem z rodzeństwem w nowej budce. Rodzice puszczyków, którzy pozostawali w pobliżu, szybko zorientowali się w sytuacji. Ich instynkt opiekuńczy okazał się niezawodny – podjęli karmienie młodych w nowym miejscu, traktując budkę jak naturalne przedłużenie dawnego domu.
Trzymajmy teraz kciuki, aby rodzice, którzy przebywali dzisiaj kilkadziesiąt metrów od nowego domu, zaczęli karmić malucha, a my dostarczymy pod ten sam adres resztę rodzeństwa! - napisał na Facebooku Michał Pietrewicz.