Rodzina w żałobie od 15 lat. Tragiczna śmierć Katarzyny i Natalii
Od 15 lat rodzina Myjaków żyje z niewyjaśnionym bólem. 19-letnia Katarzyna i jej 16-letnia siostra Natalia zmarły w tragicznym zatruciu czadem, a odpowiedzi na pytania o tamten dzień wciąż nie nadchodzą - podkreśla TVN Uwaga.
Najważniejsze informacje
- Tragedia miała miejsce w wynajmowanym mieszkaniu na warszawskiej Ochocie.
- Rodzina podejrzewa, że przyczyną był nieprawidłowy montaż piecyków gazowych.
- Śledztwo prokuratury było trzykrotnie umarzane i obecnie jest zawieszone.
W listopadzie 2011 r. Katarzyna i Natalia Myjak zmarły tragicznie w mieszkaniu na warszawskiej Ochocie, gdzie zatruły się czadem. Katarzyna, studentka, zaprosiła swoją młodszą siostrę do wynajmowanego mieszkania, by spędzić razem weekend.
Niestety, ich wycieczka do stolicy zakończyła się tragicznie. Zmarły w wannie, która była ich ulubionym miejscem w wynajmowanym mieszkaniu.
Ojciec dziewcząt, Tadeusz Myjak, opowiada, że jego córki były nieświadome niebezpieczeństwa. Przed tragedią dziewczęta wróciły do domu zmarznięte, zjadły pierogi, a następnie udały się do łazienki, by się wykąpać.
Rozebrała się do bikini i wskoczyła do wody. Wszystko pokazała w sieci
Rozmawialiśmy jeszcze po południu, około 16. Mówiła, że byli na mieście, że zmarzli i wracają do domu. W domu dziewczyny odgrzały sobie pierogi i poszły do łazienki się kąpać - opowiada pan Tadeusz. I dodaje: - Po 7 minutach zapukał kolega, czy wszystko OK, a później, mówi, że nikt się nie odzywał, więc nożem kuchennym otworzył drzwi i zastał je podtrute.
Wyniki sekcji zwłok wykazały, że 72 proc. krwi Katarzyny zawierało tlenek węgla. Problem tkwił w nieprawidłowym podłączeniu gazowych piecyków do przewodów kominowych w bloku. - Zatruły się z piecyków na wyższych kondygnacjach - dodaje ojciec.
Od czasu tragedii, w budynku usunięto gazowe podgrzewacze wody. Mistrz kominiarski Mirosław Antos stwierdza, że takie urządzenia nie powinny były nigdy być podłączone.
Każda kontrola kominiarska powinna wykazywać nieprawidłowości, a właściciel, zarządca nieruchomości, powinien doprowadzić do usunięcia nieprawidłowości, które zagrażały życiu i zdrowiu mieszkańców - tłumaczy.
Już w 2009 roku w protokołach kominiarskich wykazywano nieprawidłowe podłączenia piecyków gazowych w bloku, w którym później zginęły Katarzyna i Natalia Myjak. Kontrole wskazywały uchybienia techniczne przewodów kominowych – informacje te otrzymał inspektor do spraw budowlanych, który powinien znać przepisy prawa i wiedzieć o zagrożeniu dla mieszkańców.
To nie była zwykła uwaga, którą mogłaby zignorować sprzątaczka. Inspektor, który odbierał protokoły, odpowiadał za bezpieczeństwo mieszkań i powinien działać natychmiast - podkreśla pan Tadeusz, ojciec dziewczynek.
Już w latach 80. wprowadzono zakaz stosowania zbiorczych przewodów spalinowych dla urządzeń gazowych, ponieważ mogły one powodować cofanie się spalin do mieszkań, a wraz z nimi tlenku węgla, prowadząc do zatrucia czadem. Dopiero po tragicznej śmierci córek pana Tadeusza zarządca budynku zlikwidował gazowe podgrzewacze wody, a od 2015 roku mieszkańcy otrzymują ciepłą wodę z sieci miejskiej.
15 lat śledztwa
Sprawę bada prokuratura, a śledztwo trwa już 15 lat. Ustalono, że odwrócony ciąg kominowy spowodował napływ spalin do łazienki.
Prokuratura uznaje, że to od nikogo nie było uzależnione, natomiast mamy protokoły z przeglądów kominiarskich i instalacji gazowych i tam w 2009 roku pojawia się stwierdzenie, że z uwagi na niewystarczającą ilość przewodów spalinowych są niedostosowane piecyki - mówi Tomasz Trzepizur, pełnomocnik rodziny zmarłych nastolatek.
Rodzina wciąż walczy o sprawiedliwość, mając na uwadze, że podobne zdarzenia nie mogą się powtórzyć.
Śmierć dziecka jest strasznym przeżyciem. Rodzice nigdy nie powinni chować swoich dzieci - komentuje Mirosław Antos z Krajowej Izby Kominiarzy.