Rolnik zaorał asfalt. Teraz wyszedł na wolność. Adwokat mówi wprost

60-letni Józef M. z Gliwic zaorał ciągnikiem świeżo wylany asfalt na ul. Rybackiej, twierdząc, że droga powstała na należącym do niego gruncie, po czym został zatrzymany i trafił do aresztu - dziś jest już na wolności. Jak podaje "Fakt", jego obrońca przekonuje, że sednem sprawy nie jest sam zniszczony asfalt, lecz historia własności spornych działek.

.Rolnik zaorał asfalt. Teraz wyszedł na wolność. Adwokat apeluje
Źródło zdjęć: © Facebook
Jakub Artych

Najważniejsze informacje

  • Józef M. trafił do aresztu 7 sierpnia, a 14 sierpnia wyszedł na wolność za poręczeniem majątkowym.
  • Prokuratura zmieniła zarzut po ustaleniu, że skala zniszczeń jest mniejsza, niż początkowo zakładano; rolnik ma dozór.
  • Obrońca zapowiada sprawdzenie, jak miasto przejęło własność gruntów, a ratusz podtrzymuje, że droga należy do samorządu.

Do zdarzenia doszło 7 sierpnia w gliwickiej Ostropie. Rolnik wjechał na świeżo położoną nawierzchnię traktorem z pługiem i przeorał około 200 metrów drogi. Mężczyzna nie ukrywał, że zrobił to celowo. Utrzymywał, że prowadzone prace odbywają się na terenie, do którego ma prawa.

Po zatrzymaniu sprawa nabrała znacznie większego ciężaru. Józef M. został tymczasowo aresztowany, a początkowo śledczy brali pod uwagę zniszczenie mienia o znacznej wartości. Późniejsze ustalenia dotyczące rozmiaru szkody doprowadziły jednak do zmiany kwalifikacji czynu. Areszt został uchylony 14 sierpnia. Rolnik wyszedł za poręczeniem majątkowym i został objęty dozorem.

Teraz głos w jego sprawie zabiera adwokat Adam Szewc. Mecenas podkreśla, że jego klient po opuszczeniu aresztu przede wszystkim chciał wrócić do normalnego życia.


WIDEO
Koniec epoki w Jastrzębiu. Słynna wieża wysadzona w powietrze


Mój klient cieszył się, gdy opuścił areszt. Uważamy, że był to środek niesłusznie zastosowany i że powinien być na wolności do wyjaśnienia tej sprawy - powiedział adwokat w rozmowie z "Faktem".

Józef M. na razie nie chce publicznie komentować sprawy. Według jego pełnomocnika mężczyzna jest nieufny i po ostatnich wydarzeniach szczególnie ostrożnie podchodzi do kontaktu z mediami.

Trudno mi zrozumieć tego człowieka. Dlaczego on tak postąpił? Z jakiego motywu? On mówi, że to jego ziemia. No ale było stwierdzone, że droga jest publiczna - mówił pan Waldemar dla o2.pl.

Spór o własność działek

Kluczowym elementem postępowania pozostaje kwestia własności gruntu, na którym znajduje się sporny fragment drogi. W księgach wieczystych jako właściciel widnieje obecnie samorząd. Obrona nie kwestionuje samego wpisu, ale chce sprawdzić, w jaki sposób miasto uzyskało własność.

To właśnie ten wątek może jeszcze znacząco wpłynąć na dalszy przebieg sprawy. Adwokat wskazuje, że konieczne jest przeanalizowanie dokumentów dotyczących dawnych przekształceń własnościowych. Część z nich może pochodzić nawet z lat 70. i 80. XX wieku.

Odnoszę wrażenie, że pomimo tych próśb, petycji, wniosków i odwołań nigdy nie był wysłuchany - ocenił mec. Adam Szewc.

Obrona przekonuje więc, że historia nie kończy się na nagraniu traktora rozorującego nowy asfalt. Jej zdaniem trzeba dokładnie odtworzyć historię działek i sprawdzić dokumenty, które przez lata miały trafiać do różnych instytucji.

Gliwicki magistrat nie ma jednak wątpliwości co do stanu prawnego nieruchomości. Miasto podtrzymuje, że droga należy do samorządu.

Wybrane dla Ciebie