Jak poinformował Onet, Stany Zjednoczone przekazały Polsce informacje o możliwych rosyjskich prowokacjach. W grę mają wchodzić ataki dronów na infrastrukturę krytyczną lub ograniczone wtargnięcie na terytorium NATO. Celem ma być przesterowanie gotowości Sojuszu do obrony państw członkowskich oraz zmuszenie Zachodu do wstrzymania pomocy dla Ukrainy.
Nikogo nie mam zamiaru straszyć, ale te najbliższe miesiące mogą być krytyczne, szczególnie w państwach nadbałtyckich te obawy są odczuwalne. Nie bójmy się, przygotowujmy się, ale nie możemy tego lekceważyć. Jesteśmy świadomi zagrożeń, także dzięki informacjom naszych sojuszników - mówił premier Donald Tusk.
- Nasz przekaz do Władimira Putina jest następujący: wiemy, co planujesz, nie rób tego - dodał szef MSZ Radosław Sikorski.
Prof. Władimir Ponomariow z Instytutu Bezpieczeństwa i Rozwoju Międzynarodowego oraz były współpracownik Putina uważa, że rosyjskiego prezydenta zatrzyma właściwe przygotowanie oraz jego świadomość, że atak na Polskę czy Europę nie opłaci się.
Putin musi wiedzieć, że Europa i Polska będą w stanie przeciwdziałać każdej prowokacji zbrojnej. Jeśli będzie pewny odwetu, wtedy nie zdecyduje się na żaden atak. Przykładem jest choćby Turcja. Gdy rosyjski samolot przekroczył ich przestrzeń powietrzną, natychmiast został zestrzelony. W Turcji obecnie nie ma ani jednej prowokacji ze strony Rosji - mówi o2.pl Władimir Ponomariow.
Przypomnijmy, do tej sytuacji doszło w 2015 r., gdy F-16 zestrzeliły Su-24. Turcja twierdziła, że wydano 10 ostrzeżeń w ciągu około 5 minut. Według Ankary naruszenie trwało około 17 sekund. Rosja w odpowiedzi nałożyła sankcje na Turcję, ograniczyła ruch turystyczny i wzmocniła swoją obecność wojskową w Syrii.
Zła sytuacja na froncie i wewnętrzne zagrożenie
Nasz rozmówca wskazuje, że Putina do ewentualnego ataku może pchnąć ciężka sytuacja na froncie w Ukrainie. - Rosjanie zaczynają czuć, że wojna jednak przyszła. Ukraina intensyfikuje uderzenia na rafinerie, magazyny, a nawet na Krym. Jeśli będzie czuł, że w związku z niepowodzeniami jego władza zacznie się wahać, to może nie mieć wyboru. Dlatego tak ważne jest, by czuł, że to mu się nie opłaca. On ma mentalność bandycką - przekonuje rosyjski profesor.
Ponomariow zwraca uwagę na zmianę retoryki w Rosji. Dmitrij Pieskow, rzecznik Kremla, twierdzi, że "specjalna operacja wojskowa" przekształciła się w walkę z całą Europą. - Możliwe są prowokacje w Polsce i krajach bałtyckich. Oni są przekonani, że tu produkowane są drony. Niebezpieczeństwo wzrosło, a niestabilność w Rosji może to potęgować. Zagrożenie jest realne - mówi o2.pl prof. Ponomariow.
Według naszego rozmówcy Rosjanie są przekonani, że Ukraina zwiększyła ataki dzięki pomocy z Ukrainy. Dlatego Rosja prowadzi wojnę informacyjną szerząc liczne prowokacje, a nawet pozwolono sobie na zabójstwo przeciwnika Putina w Białej Podlaskiej.
Zagrożenie wewnętrzne ma duży wpływ. W Rosji są znacznie bardziej radykalne siły niż sam Putin. Rozejm w Ukrainie doprowadzi go do upadku - przekonuje były współpracownik prezydenta Rosji.
Dodaje, że po ewentualnym upadku Putina może zastąpić np. Andriej Biełousow, obecny minister obrony, który jest blisko z prezydentem Rosji. To też generał Iwan Popow, który wraca na front po wcześniejszym skazaniu i krytyce szefa Sztabu Generalnego Walerija Gierasimowa i Ministerstwa Obrony.